Nasza strona wykorzystuje cookies ("ciasteczka")
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii by strona działała prawidłowo oraz w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z niniejszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Logowanie




Wyszukiwanie


 

WĘDKARSKIE STRONY

AKTUALNOŚCI

wybrałem się kolejny raz nad Odrę, tym razem z żoną i synem. Jako przynęty użyłem karasi. Wypuściłem je na kilkumetrowych zrywkach w warkocz ze szczytu główki. Przez pierwsze dwa dni nic się nie działo. Przed godziną 10 rano wsiadłem na łódkę, aby sprawdzić, w jakiej kondycji jest żywiec. Gdy odpłynąłem kilka metrów od brzegu, drugie wędzisko mocno się przygięło, sygnalizując branie. Krzyknąłem do syna: tnij..!


Zacięłam delikatnie, spodziewając się kolejnej płoci. Bolonka wygięła się pod ciężarem ryby, która za nic nie chciała oderwać się od dna. Po chwili zaczęła krążyć w toni.



Mocno zaciąłem i... nic się nie wydarzyło. Pomyślałem, że to zaczep. Złapałem za plecionkę i już miałem zamiar zrobić pierwsze odstrzelenie przynęty, gdy nagle zaczep się ruszył. Teraz wszystko zaczęło dziać się w zastraszającym tempie. Ryba ruszyła na wodę.


Po godzinie bezowocnego zarzucania przynęty doszedłem do miejsca zarośniętego grążelami. Wykonałem kolejny rzut i mniej więcej 15 m od brzegu nastąpiło delikatne przytrzymanie. Po zacięciu natrafiłem na znaczny opór, byłem pewien, że to zaczep, jednak po sekundzie lub dwóch ów „opór” odjechał na kilkanaście metrów.



W ciągu kolejnych czterech dni złowiłem 5 karpi od 5 do 7 kg. Koledzy złowili ryby o masie: 9; 13 i 14 kg oraz wiele mniejszych. Zabawa była przednia, ale pod koniec zasiadki postanowiłem zapolować na coś większego...


Miejsce, w którym się rozstawiliśmy, mój kolega już od jakiegoś czasu regularnie nęcił. Do wieczora mieliś¬my pięć brań i jedną spiętą rybę. Około 23 kolega wyholował sporego lina. Rano, po godzinie 9, na moim zestawie gruntowym z rosówką wskaźnik brań powoli podniósł się pod sam blank.



Nie minęło pół godziny i mój zestaw zaatakował szczupak około 3 kg, ale spadł przy próbie podebrania. O 15.30 oddałem rzut w stronę brzegu Morsem nr 2. Blacha wpadła do wody i zanim zdążyłem zakręcić korbką nastąpiło uderzenie. Po zacięciu ryba przez 15 minut robiła odjazd za odjazdem.


Po dwóch godzinach czekania na jakiekolwiek branie nasz entuzjazm uszedł jak powietrze z nieszczelnego balonika. Równo o godzinie 11.00 coś zaczęło gwałtownie szarpać szczytówką. Szybko zaciąłem. Od razu wiedziałem, że mam na kiju coś dużego.



Naszym oczom ukazał się wspaniały widok, który spowodował przyspieszenie bicia serca i tę przyjemną lekkość w nogach. Na powierzchni wody spławiała się drobnica, a między nią było widać wyraźne ataki sporych okoni.


WYDARZENIA

Zapraszamy na Otwarte Zawody Spinningowe „XII Pstrąg Supraśli” organizowane przez Podlaski Klub Spinningowy „Barwena”. Zawody odbędą się nad rzeką Supraśl 15 kwietnia 2018 r.
Organizatorzy: Portal Wkra-Fishing.pl i Koło PZW Nowe Miasto zapraszają na Otwarte Ogólnopolskie Zawody Spinningowe „Kleń Wkry 2018” nad rzekę Wkrę do miejscowości Joniec (w okolicach mostu drogowego) w dniu 22.04.2018 r. (niedziela).
2017-04-07

XXVIII Spinningowo-Muchowe Zawody Pstrąg Roztocza 2017 r.

 


Dwudziesty szósty marca był dniem, w którym odbyły się XXVIII zawody Spinningowo - Muchowe Pstrąg Roztocza. Czekałem na ten dzień od ubiegłego roku, bo lubię przyjeżdżać do Józefowa i lubię klimat tej imprezy.

Miałem nadzieję, że tegoroczna impreza dorówna tej z 2016 roku i nie zawiodłem się. Ale od początku…. 
W tym roku postanowiłem przyjechać na Roztocze już w piątek, żeby podpatrzeć kulisy organizacji imprezy i przynajmniej część soboty spędzić na rybach. W stanicy pojawiłem się około 23:00. Spodziewałem się, że rozpakuję swoje  rzeczy i pójdę spać, a z samego rana pojadę nad Wieprz. Nic z tego. Niemal równocześnie ze mną pod stanicę zajechali Robert Kamarauskas i Vladimir Andejevski koledzy, aż z … Wilna! Nawinęli na koła 650 kilometrów, żeby wziąć udział w zawodach i połowić w pięknych roztoczańskich rzekach. Szacun Panowie!
Gości z tak daleka wypadało odpowiednio przyjąć. Spontanicznie zaczęła się impreza i realizacja mojego planu ze spaniem przesunęła się w czasie o kilka godzin. Na stole pojawiły się egzotyczne dla nas litewskie kiełbasy i niezwykle smaczna wędzona słonina, bardzo pasujące do regionalnych produktów roztoczańskich przeznaczonych do picia.  Rozmowy trwały kilka godzin. Między nami i gośćmi z Litwy nie było żadnej bariery językowej, bo chłopaki świetnie mówili po polsku. Gadaliśmy o łososiach i pstrągach. Dowidzieliśmy się wielu ciekawych informacji o litewskich rzekach i jak wędkuje się w Wilnie.

Od lewej: Vladimir Andejevski i Robert Kamarauskas z Wilna.

Przechodząc na nasze podwórko rozmawialiśmy o naszych wodach pstrągowych. Najwięcej o tych zaniedbanych, bo zawsze to żal jeśli gdzieś marnuje się dobry potencjał. Dariusz Kalista opowiedział nam o wodach górskich w okręgu kieleckim PZW i jak wiele jest tam do zrobienia. Darek chciałby zmienić archaiczne przepisy obowiązujące na wodach górskich w jego Okręgu. Na początek postanowił poszukać poparcia wśród uczestników zawodów i poprosić ich o podpisanie petycji do ZO PZW Kielce w sprawie podniesienia wymiarów ochronnych, wprowadzenia haków bezzadziorowych i obowiązku używania podbieraka, utworzenia odcinka „no kill” na pięknej rzece Mierzawie, oznakowania tarlisk i zakazu wędkowania na tarliskach.

Darek Kalista zbiera podpisy pod petycją ws zmiany przepisów na wodach górskich Okręgu PZW Kielce

Na szczęście, żeby uatrakcyjnić kieleckie łowiska nie trzeba wyważać otwartych drzwi. Można po prostu skorzystać ze sprawdzonych wzorców przećwiczonych w Okręgach lubelskim i zamojskim, które to Okręgi świetnie prowadzą swoje górskie łowiska. Władzom Okręgu kieleckiego życzę aby chcieli mądrze zarządzać swoimi wodami pstrągowymi, żeby dorównać najlepszym okręgom i mogli być dumni ze swoich łowisk. Rozmowy mogłyby trwać do rana. Jednak w końcu kierując się rozsądkiem postanowiliśmy jednak pójść spać.
Na rekonesans nad Wieprz pojechaliśmy po południu. Rzeka miała stan dość niski i prowadziła bardzo klarowną wodę. Warunki niezbyt korzystane do połowu pstrągów ale trzeba przyznać, że rzeka przywitała mnie bardzo łaskawie. W pierwszym rzucie wyszedł mi do włochatego jiga ładny pstrąg. Czterdzieści parę centymetrów. Wyszedł, obejrzał jiga i schował się w swojej dziurze. I na tym niestety ta łaskawość rzeki dla mnie się skończyła. Wędrując wzdłuż Wieprza spotkałem kilku wędkarzy rozpoznających łowisko na jutrzejsze zawody. Meldowali jedynie o kontaktach z krótkimi pstrągami i narzekali, że w Bondyrzu płynie mętna woda jakby ktoś odprowadzał ścieki z kanałku poniżej hodowli pstrągów. Mam nadzieję, że Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Lublinie stanie na wysokości zadania, zbada sprawę zanieczyszczania Wieprza w Bondyrzu i podejmie odpowiednie w tej sprawie kroki.
Sobota od rana była ciepła, słoneczna i bezwietrzna. Do czasu. Przed wieczorem przyszło ochłodzenie z ostrym wiatrem. Gwałtowna zmiana pogody. Takie zmiany zawsze źle wpływają na aktywność pstrągów. Zacząłem zastanawiać się jak będzie podczas zawodów. Wieczorne łowienie na Wieprzu zakończyłem w Hutkach z wynikiem „0” i wróciłem do stanicy nabrać sił przed następnym dniem.   Jako gość imprezy sobotni wieczór mogłem spędzić spokojnie, delektując się regionalnymi produktami roztoczańskimi, ale organizatorzy musieli wciąż działać, żeby wszystko było gotowe na niedzielny poranek.  Piotr Mołdoch z kolegami z Salmo Club Roztocze uwijali się jak w ukropie, bo roboty było więcej niż zwykle. W tym roku na Pstrąga Roztocza zgłosiła się rekordowa liczba 136 uczestników. Niełatwo było przekonać chłopaków z Salmo Clubu, żeby choć na chwilę zrobili sobie przerwę.

W kuchni przygotowania szły pełną parą. Marcin Szczeblewski i Marcin "Kiełbik" Kiełbiński gotują żur na poranny poczęstunek dla zawodników.

- Odpocznę w poniedziałek po imprezie – mówił mi Piotrek Mołdoch – od dziecka jeździłem na różne zawody wędkarskie i wiem czego ludzie potrzebują. Organizując nasze zawody chciałbym aby każdy uczestnik był zadowolony.
Pamiętając te słowa obserwowałem to potem w niedzielę, zadowolonych uczestników, którzy przed rozpoczęciem zawodów częstowani byli miską pysznego gorącego żuru i pobierali wielkie kanapki na prowiant.
26 maca był dniem zmiany czasu z zimowego na letni. Wskazówki zegarów zostały przesunięte do przodu o godzinę. Na szczęście wszyscy uczestnicy zawodów pamiętali o tym. Wielu pojawiło się pod stanicą na długo przed godziną piątą, na którą wyznaczona była zbiórka zawodników. Oprócz przedstawicieli rodzimego okręgu PZW, zawodnicy przyjechali na imprezę z wielu odległych miejsc: Białegostoku, Białej Podlaskiej, Chełma, Jasła, Katowic, Krakowa, Lublina, Przemyśla,  Rzeszowa, Siedlec, Stalowej Woli, Tarnowa, Warszawy, Wielunia i Wilna. Najliczniejsze grupy przyjechały z Dynowa 20 osób i Strzyżowa nad Wisłokiem, 10 osób. Odczytano listę zawodników wręczając każdemu okolicznościowy znaczek i miarkę do mierzenia ryb. Zawodnicy pobrali prowiant i ruszyli nad wodę. Każdy w swoje upatrzone miejsca. Na łowienie mieli czas do godziny 13:00.  Ruszyłem za nimi licząc na to że gdzieś nad rzeką uda mi się zrobić zdjęcie z rybą do relacji. Tym razem pojechałem nad Por, który słynie z grubych pstrągów. Wybrałem odcinek „no kill”. Moim przewodnikiem po tej wodzie był Piotrek Zieleniak świetnie znający rzekę.  Kiedy przyjechaliśmy, przy moście w Zaporzu stało już kilka samochodów. Na tym odcinku był straszny tłok. Co kilkadziesiąt metrów ktoś łowił.

Na odcinku "no kill" na Porze łowiło wielu zawodników

Zaparkowałem między zabudowaniami w Gaju Gruszczańskim i zdążyłem tylko założyć jednego wodera kiedy po rzece pomknęła wiadomość, że powyżej ktoś holuje rybę. Chwyciłem aparat i w jednym woderze popędziłem w tamtą stronę. Dwieście metrów sprintu bez rozgrzewki wykończyło mnie. Nagrodą było to, że zdążyłem na miejsce zanim szczęśliwy łowca wypuścił swoją zdobycz (Pstrąg Roztocza rozgrywany jest na żywej rybie). Uspokoiłem oddech jak rasowy zawodnik biathlonu, wycelowałem obiektyw w wędkarza ze zdobyczą i przeżyłem małą porażkę. Niestety w obiektywie zamiast pstrąga miałem szczupaka! Co za pech!

Szczupak zamiast pstrąga

Po pewnym czasie ludzie rozproszyli się po rzece. Ponieważ nikomu już nie przeszkadzaliśmy postanowiliśmy z Piotrem spróbować złowić jakiegoś pstrąga do obiektywu. Zmontowaliśmy muchówki i zabraliśmy się do roboty. Nawet niedługo trwało jak zobaczyłem, drgnięcie sznura. Zaciąłem i poczułem, że mam na haku sporą rybę. Walka była ostra, hol trwał długo, ryba pływała głęboko i nie poddawała się. Chciałbym napisać, że złowiłem pięknego pstrąga! Niestety to był dzień szczupaka! Chowając się przez porywistym wiatrem poszliśmy z Piotrem w dół rzeki między drzewa, obejrzeć najładniejszy z pewnością odcinek Poru poniżej młyna w Zakłodziu.

Najładniejszy odcinek Poru

Piotr pokazał mi miejsce w którym problemem stały się wydry wybierające duże ilości ryb z rzeki i pobliskiego stawu. Na własne oczy przekonałem się, jakie zagrożenie dla rybostanu stanowią te drapieżniki, i jak trudno przed nimi się obronić. Wydra po prostu przechodzi przez ogrodzenie przeciągając za sobą kilkukilogramowe ryby.

Żerowisko wydry

Po wyprawie nad Por wróciłem do Józefowa. Okazało się, że do komisji sędziowskiej zgłoszono 11 ryb.

Komisja sędziowska przy pracy. Od lewej Piotr Mołdoch i Marcin Klajn

Mimo, że warunki atmosferyczne sprawiały, że dzień nie wyglądał na pstrągowy, gdyby organizatorzy nie podnieśli wymiaru ryb do 35 cm zgłoszonych ryb byłoby o wiele więcej.
Wyniki tego dnia wyglądały następująco: 
1. Krupa Paweł  z Okręgu PZW Przemyśl, pstrąg  50,6 cm, złowiony w rzece Por;
2. Potocki Radosław z Okręgu PZW Tarnobrzeg, pstrąg 49,8 cm złowiony w rzece Tanew;
3. Sieczkowski Artur z Okręgu PZW Lublin, pstrąg 48,0 cm złowiony w rzece Por;
4. Błaszczyński Wojciech z Mazowieckiego Okręgu PZW, pstrąg 47,5 cm złowiony w rzece Tanew;
5. Grabijas Grzegorz z Okręgu PZW Zamość, pstrąg 47,2 cm złowiony w rzece Por;
6. Kłos Walerian z Mazowieckiego Okręgu PZW, pstrąg 44,0 cm złowiony w rzece Wieprz.
7. Urban Łukasz z Mazowieckiego Okręgu PZW 40,7 cm złowiony w rzece Wieprz
8. Walerian Kłos z Okręgu PZW Katowice, pstrąg 40 cm złowiony w rzece Wieprz
9. Paweł Paruch z Okręgu PZW Tarnobrzeg, pstrąg 38 cm złowiony w rzece Por
10. Szpara Konrad; pstrąg 37,7 cm złowiony w rzece Wieprz
11. Antoni Ochalik z Okręgu PZW Rzeszów, pstrąg 35,1 cm złowiony w rzece Wieprz
Po ogłoszeniu wyników przyszedł czas na pamiątkowe zdjęcie.

Uczestnicy XXVIII Spinningowo-Muchowych Zawodów Pstrąg Roztocza, Józefów 2017 r.

Organizatorzy Pstrąga Roztocza zainteresowali imprezą wielu sponsorów. Dzięki temu ci wędkarze, którzy zajęli w zawodach czołowe miejsca otrzymali w nagrodę atrakcyjny sprzęt wędkarski, natomiast wszyscy dostali drobne upominki. 

Najlepsi zawodnicy otrzymali cenne nagrody

W trakcie zawodów przeprowadzono również zbiórkę pieniędzy przeznaczonych na pomoc choremu wędkarzowi Kubie Standerze, dzięki czemu impreza zyskała dodatkowy wymiar nie tylko rekreacyjnego spotkania wędkarzy ale dodatkowo spotkania ludzi o wielkich sercach.
Po wręczeniu nagród proszę o kilka słów wrażeń na gorąco Pawła Krupę zwycięzcę zawodów. Pan Paweł pstrągi łowi od sześciu sezonów. Pstrąg roztocza bardzo mu się podoba. Przyjechał tu z nadzieją na zwycięstwo i udało mu się. Rybę która dała mu pierwsze miejsce złowił na wobler. Ponieważ wiał silny wiatr i było zimno łowienie na Porze nie było łatwe. W tych samych miejscach co zwycięzca łowiło jeszcze kilku wędkarzy, a mimo to udało się skusić największego pstrąga zawodów. Taki właśnie jest Por, chociaż brzydki, to rybny i potrafi szczodrze obdarzyć wędkarza.

Paweł Krupa zwycięzca XXVIII Pstrąga Roztocza

Pstrąg Roztocza zawsze jest okazją do spotkania bardzo ciekawych ludzi. Poznaję Anię i Macieja Jurczyszynów. Małżeństwo z Wielunia. Przejechali 400 kilometrów, żeby po raz pierwszy łowić na Roztoczu. Byli nad Wieprzem, bardzo im się podobało, widzieli kilka ryb. Niestety nie udało się złowić ładnego pstrąga ale i tak byli zadowoleni z łowienia. Ania i Maciej to nietuzinkowe małżeństwo. Ślub brali w towarzystwie wyłącznie samych wędkarzy, po złożeniu przysięgi małżeńskiej przeszli pod szpalerem z wędek! To był ślub z fantazją. Zaimponowali mi!

Ania i Maciej Jurczyszynowie

Odnajduję gości z Litwy. Niestety tylko Vladimir złowił pstrąga 31 cm ale i tak obaj byli zadowoleni, że przyjechali na Roztocze
Rozmawiam  też z panią Ireną Poznakowską z Legionowa. Najczęściej łowi na spinning. Na pstrągach była po raz pierwszy. Oceniła, że rozczańskie rzeczki są fajne, niestety  dziś nie miała spotkania z rybami. Ale łatwo się nie podda i wróci jeszcze na Roztocze połowić pstrągi. Bardzo spodobał jej się klimat imprezy. Ryby łowią razem z mężem. Są rodziną wędkarską. Pani Irena jest mamą bliźniaków, którzy od najmłodszych lat biorą udział w zawodach wędkarskich i mają już pierwsze sukcesy. Wędkarska rodzinka! To jest to! Tak trzymać!

Pani Irena Poznakowska z Legionowa - wędkarska mama

W trakcie imprezy byłem również świadkiem ciekawego spotkania. Lech Jurczuk nauczyciel chemii z Dołhobyczowa spotkał po latach swojego byłego ucznia Łukasza Oberdę. Choć za czasów szkolnych różnie im się układało panowie witali się serdecznie. Przekonanie się po latach, że uczeń wyrósł na porządnego człowieka to chyba dla nauczyciela największa satysfakcja. Gratulacje Lechu!

Nauczyciel i uczeń. Lech Jurczuk i Łukasz Oberda

Po odczytaniu wyników i rozdaniu nagród przyszedł czas na posiłek. Każdy mógł kosztować do woli smacznych roztoczańskich wędlin, których było jak na dobrym weselu. Ale gwoździem programu był pyszny gulasz z kotła ustawionego nad ogniskiem a po nim jeszcze na „dobicie” równie  pyszny bigos. Z pewnością nikt z uczestników zawodów nie wyjechał z Józefowa głodnym.

Marcin Szczeblewski zaprasza na pyszny gulasz z ogniska

Przy kotle rozmawiałem z Marcinem Kiełbińskim „Kiełbikiem”, który  z Marcinem Szczeblewskim pięknie postarał się, żeby na imprezie było tak smacznie. Okazało się, że Kiełbik oprócz kucharskiego zacięcia ma ciekawe pomysły związane z rozwijaniem sportu spławikowego w okręgu zamojskim. Trzymam kciuki za realizację!
Na koniec udało mi się zamienić kilka słów z Andrzejem Olszewskim Prezesem Salmo Club Roztocze.  Cieszył się, że frekwencja na zawodach pokazała jak wielka jest potrzeba rozwijania turystyki wędkarskiej na Roztoczu. Zwrócił jednak uwagę, że ten potencjał wędkarski tego regionu nie może być maksymalnie wykorzystany ze względu nadmierną eksploatację rzek przez firmy prowadzące spływy kajakowe. Odnosząc się do zawodów powiedział, że ma cichą nadzieję, że na kolejnym Pstrągu Roztocza będzie więcej uczestników łowiących na muchę, bo przecież są to zawody spinningowo-muchowe.

Salmo Club Roztocze organizatorzy imprezy:  u góry od lewej Marcin Klajn, Przemysław Ogórek, Maciej Harasiuk, Piotr Mołdoch, Mateusz Ogórek, Andrzej Olszewski, Jacek Wróbel. U dołu od lewej: Jarosław Ożga, Andrzej  Pietkiewicz, Lech Jurczuk

Obecna edycja Pstrąga Roztocza była bardzo udana, kolejne zawody za rok. Organizatorzy już myślą jak je uatrakcyjnić dla uczestników i serdecznie zapraszają wszystkich chętnych.  A więc do zobaczenia za rok na pięknym Roztoczu!


P.S
Zawody Pstrąg Roztocza od trzech lat rozgrywane są jako memoriał Jana Skowrońskiego. Skoro zawody te mają taką formułę, to przy okazji relacji warto wspomnieć kilka słów o człowieku, który tak wiele zrobił dla wędkarstwa na Roztoczu. Oddaję głos Andrzejowi Olszewskiemu:
 
„Jan Skowroński urodził się 26 stycznia 1936 roku w Zadębce, powiat Hrubieszów. W 1953 roku, podjął studia na Wydziale Farmaceutycznym w Lubelskiej Akademii Medycznej. Uczelnię ukończył, otrzymując dyplom magistra farmacji i w 1957 roku rozpoczął pracę w aptece w Hrubieszowie. Po trzech latach w 1960 roku objął kierownictwo apteki w Józefowie, na stałe osiedlając się w tej miejscowości. Pasją jego życia było wędkarstwo. Był jednym z głównych inicjatorów założenia koła wędkarskiego w Józefowie, które ostatecznie zostało powołane 12 marca 1972 r.  Przez 30 lat Pan Jan był członkiem zarządu, a przez 20 lat prezesem Koła. Powołując koło kierował się ideą reprezentowania interesów lokalnych wędkarzy i tworzenia wizerunku Polskiego Związku Wędkarskiego. Wraz z Zarządem Koła, czynnie tworzył wędkarstwo na swoim terenie. Przy Kole powstała  wtedy Straż Ochrony Przyrody, która z czasem przekształciła się w Społeczną Straż Rybacką. Dzięki wielkiej pasji działania, wyrabiano  w lokalnym środowisku świadomość, że wody mają gospodarza i są chronione. Dużo energii wkładano w budowę sztucznych tarlisk, krześlisk, kryjówek, mających poprawić warunki naturalnego rozwoju ryb. Kładziono nacisk na uatrakcyjnienie wędkarskie wód, znajdujących się pod opieką Koła. Szczególnie dbano o zarybienia. W 1977 r. do Tanew z dopływami trafiło 104 tys. szt. wylęgu pstrąga potokowego, a w 1979 r. 100 tys. wylęgu pstrąga i 30 tys. wylęgu palii. Od 1978 roku koło rozpoczęło własną produkcję, na użyczonych i wyremontowanych własnym sumptem stawach koło wsi Kozaki, uzyskując m.in. 40 mln ikry płoci, 130 kg narybku karpia i 120 tys. szt. wylęgu szczupaka. W roku 1978 nastąpił nowy rozdział w działalności Pana Jana Skowrońskiego. Wraz ze swoim zarządem  rozpoczął realizację marzeń koła, budowę stanicy wędkarskiej, którą oddano do użytku w 1982 r. Stanica powstała dzięki środkom i pracy społecznej członków PZW. Brakującą część uzyskano z dotacji ZG i ZO PZW oraz pomocy instytucji i zakładów pracy z terenu gminy. W 1981 r. do kalendarza imprez zawodów spinningowych wprowadzono zawody "Pstrąg Roztocza", które początkowo miały status zawodów międzyokręgowych, ale wkrótce stały się zawodami ogólnopolskimi. Koło, pod przewodnictwem m.in. Jana Skowrońskiego, dbało o ichtiofaunę administrowanych wód, czego wyrazem było kontynuowanie produkcji narybku szczupaka, karpia, pstrąga źródlanego na obiekcie Kozaki. W potokach Nepryszka i Szum rozpoczęto, hodowlę pstrąga potokowego i lipienia, od stadium wylęgu do narybku, osiągając wyniki od 4 tys. szt. narybku w 1982 r., do 30 tys. w roku 1989. W 1983 r. uruchomiono w budynku stanicy wylęgarnię szczupaka, uzyskując wyniki w granicach 30 tys. szt. wylęgu w sezonie.
Pod koniec lat 90-tych reaktywowano ogólnopolskie zawody "Pstrąg Roztocza", które trwają do dziś. Pan Jan zawsze  aktywnie uczestniczył w ich organizacji. Zmarł 25 sierpnia 2014 roku. To był smutny dzień, w którym na cmentarzu w Józefowie  pożegnano Pana Janka, naszego starszego Kolegę, wspaniałego wędkarskiego działacza, człowieka, który ukochał Roztocze. Dlatego aby uczcić jego pamięć "Pstrąg Roztocza"  jest rozgrywany jako memoriał Jana Skowrońskiego."


Ryszard Kuna
ryszard.kuna@ww.media.pl


| Share

KOMENTOWANE

Trują nam Wisłę wszystkim co popadnie bo to duża rzeka...
mareczek
Dbajmy o nasze wody, i o stworzenia je zamieszkujące ....
amoildiavolo
odszedł od nas wspaniały człowiek.bedzie brakło go...
grzegorz39
Odszedł od nas jeden z nas . Odszedł człowiek który nad...
viking2015
Ten był przed 34 kg ale uważam że powinny się do rekordu...
amurek
Odszedł od nas prawdziwy mistrz sztuki wędkarskiej który...
amurek
Świetny artykuł Panie Piotrze! Chciałem się spytać...
Hanger
Mistrz może byc tylko jeden he he ps czy ktoś wie może co...
foka111
Kręciłbym jak złodziej na zeznaniach
bartaazzz
Pierwsza trzydziestka? W tabeli rekordów WW podano , że...
halski021
Wykręcił bym nim wszystkie złe oceny z dziennika....
szuja2108
Witam. Bardzo fajny pomysł z Waszym programem. A może...
qbassmanutd
Nasz klub tj. Podlaski Klub Spinningowy BARWENA przyłącza...
barwena

SONDA

Jakie jest Twoje zdanie na temat posiadania i używania echosondy?
Mam i używam
Nie mam, zamierzam nabyć
Nie jestem zainteresowany posiadaniem i używaniem.
 
Czy jesteś za wprowadzeniem górnych wymiarów ochronnych ryb?
Tak
Nie
Nie mam zdania
 
Jaka jest średnia kwota Twoich rocznych wydatków na sprzęt wędkarski?
do 200 zł
od 200 do 500 zł
od 500 do 1000 zł
od 1000 do 2000 zł
od 2000 do 5000 zł
powyżej 5000 zł
 
Czy w ciągu ostatniego roku dokonywałeś zakupów w internetowym sklepie wędkarskim?
Tak - kilka razy.
Zdarzyło się raz czy dwa...
Nie, ale pewnie niedługo spróbuję.
Nie i nie mam zamiaru.
 

W NASTĘPNYCH WW