56. Mistrzostwa Świata w wędkarstwie spławikowym zostały zorganizowane przez holenderską narodową federację wędkarską na kanale Lage Vaart w miejscowości Almere. To pierwsze zawody tej rangi rozgrywane poniżej poziomu morza; w Holandii to akurat nie powinno dziwić, ponieważ, jak wiadomo, rozległe obszary tego kraju leżą w depresji.
Z miejscem tegorocznych rozgrywek jeszcze na początku tego roku związane było spore zamieszanie, bo początkowo miał nim być inny kanał (Beukerskanaal), jednak w związku z informacjami o chorobie ryb w tym łowisku władze CIPS przeprowadziły inspekcję które to potwierdziły. Łowisko to zostało odrzucone, przez chwilę istniała nawet groźba przeniesienia mistrzostw do innego kraju, ostatecznie jednak holenderski związek znalazł odpowiedni teren. Dodajmy przy okazji, że w sytuacji, gdy w mistrzostwach świata startuje dzisiaj blisko 40 drużyn, znalezienie w Europie odpowiedniego łowiska, które spełniałoby wymagania CIPS, jest bardzo trudne. Jednak o kanale Lage Vaart można powiedzieć, że jest to łowisko niemal wzorcowe. Nad kanałem odpowiednio dużo miejsca dla zawodników, świetny dojazd do stanowisk. Organizatorzy spisali się na medal - wszystkie drogi i stanowiska odpowiednio oznakowane, na tablicach za zawodnikami podawana co godzina informacja o złowionych rybach (choć na zawodach tej rangi to standard). Na uwagę zasługiwała także zdyscyplinowana i kompetentna kadra sędziowska, chętna do pomocy i nieskora do przedwczesnych interwencji. Na miejscu miasteczko namiotowe z zapleczem medycznym, gastronomicznym, sanitariatami, a także z licznymi punktami handlowymi, w których można było zaopatrzyć się w wędkarski sprzęt, wydawnictwa, zanęty. Byłem także pod ogromnym wrażeniem tysięcy kibiców, którzy przyjechali niemal z całej Europy; barwny, wielojęzyczny tłu, żywo reagujący na każde wydarzenie na łowisku był wspaniałą oprawą mistrzostw.
Krótka informacja o lowisku - Lage Vaart to kanał żeglugowy, jednak ruch na nim jest niewielki, a w czasie rozgrywek został on całkowicie wstrzymany. Głębokość wody to ok. 3 metry, kanał ma przeciętnie szerokość od 45 do 50 metrów. Naturalny prąd wody nie występuje. Główne gatunki występujące w łowisku to płoć, okoń i leszcz. O indywidualnych wynikach decydował zwłaszcza ten ostatni gatunek, tym bardziej że zgodnie z zapowiedziami organizatorów trafiały się duże okazy leszcza, ważące od 2 kg do 2,5 kilograma. Jednak podstawą większości wyników były ryby mniejsze, drobne okonie, małe i średnie płotki, a także mniejsze leszcze, od 200 do 500 gramów.
W tegorocznych mistrzostwach Polskę reprezentowała drużyna w które skład weszli: Robert Bednarski, Krzysztof Bukrak, Wojciech Kamiński, Piotr Lorenc, Grzegorz Mazurczak i Wiktor Walczak. Trenerem drużyny był Andrzej Borkowski, drugim trenerem Edmund Gutkiewicz, jego asystentem Ernest Gutkiewicz, kierownikiem drużyny był Sławomir Pszczoła.
Wracając do zawodów - jak należało się spodziewać, główną rolę odgrywała tyczka. W czasie treningów testowano także metody odległościowe, jednak niezwykle wietrzna i deszczowa pogoda jaka nawiedziła okolicę Almere w dniach poprzedzających rozgrywki przekreślała ich skuteczność. W czasie zawodów generalnie łowiono w dwóch liniach – na dystansie 7 – 9 metrów kładziono zanętę spożywczą z gliną (oczywiście, wzbogaconą dżokersem) i polowano na drobne ryby, głównie płocie i okonie. Łowisko donęcano strzelając cały czas pinką i konopiami. Jednak w tym przypadku nawet najlepszym nie udawało się złowić więcej ryb niż 100. Dawały one wyniki w granicach 1500 – 2000 punktów. Z kolei na dystansie 13 metrów ustawiano się na duże leszcze (z których niemal każdy miał około 2 kilogramów!), odławiano tam także nieco większe płocie i okonie. W tym pasie nęcono jednak głównie „mięsem” (dżokers z dodatkiem grubej ochotki, a także, choć odpowiednio mniej, pinki i kastera oraz ciętego czerwonego robaka, podawano to z kubka), niemal bez zanęty spożywczej lub tylko z niewielkim jej udziałem. Chodziło o to, że do zanęty wchodziła drobnica wyjadając ochotki, więc leszcze nie miały się przy czym zatrzymać. Na leszcza metoda była jedna – trzymać nieporuszony zestaw w jednym miejscu. To jednak była prawdziwa sztuka, bo w czasie zawodów wiał silny, a chwilami bardzo silny wiatr i bardzo przeszkadzał zawodnikom.
Leszcze brały zdecydowanie jedynie na delikatne zestawy – niewielkie haczyki, cienkie amortyzatory, jedynie spławiki miały sporą – jak na stojącą wodę i głębokość łowiska – wyporność. Najczęściej były to spławiki 1,5 – 2 gramy, chodziło o to , aby powstrzymać dryf zestawu i zachęcić leszcza do brania. Łowiono na zestawy wyraźnie przegruntowane. Trzeba jednak pamiętać, że stawianie na leszcza było ryzykowną taktyką, w każdym z podsektorów nie złowiono ich więcej niż kilka, lub kilkanaście. Inaczej mówiąc – dla wszystkich ich nie starczyło, trzeba więc było mieć oprócz perfekcyjnego przygotowania i umiejętności także nieco szczęścia.
Obiektywnie rzecz biorąc naszym zawodnikom nieco go zabrakło – wystawiliśmy do mistrzostw mocną drużynę, złożoną z zawodników otrzaskanych w międzynarodowych bojach, świetnie przygotowanych i dysponowanych. Atmosfera w drużynie była doskonała, a pięciodniowy trening pozwolił na opracowanie taktyki, która była niemal taka sama jak taktyka medalistów. Ale… Pamiętajmy, że w walce z najlepszymi łatwo o drobne błędy, a bywa i tak, że nawet najlepsza taktyka nie przekłada się na spodziewane rezultaty. W Holandii przekonali się o tym zarówno faworyzowani Anglicy, którzy tym razem musieli zadowolić się „jedynie” srebrnym medalem niezawodnego Willa Raisona w kategorii indywidualnej, a także Holendrzy, którym nawet znajomość swojej własnej wody niewiele dała. Poza strefą medalową znaleźli się zarówno mocni Włosi jak i Węgrzy, którym nie zdołał pomóc ich as atutowy, utytułowany Walter Tamas, zmieniony po wyjątkowo słabej pierwszej turze.
Choć charakter łowiska powinien bardziej odpowiadać świetnie wyszkolonym zawodnikom ze „starych” europejskich drużyn, to jednak już po treningach wiadomo było, że będzie im niezmiernie trudno zdobyć zdecydowaną przewagę. Świetną postawą wykazywali między innymi zawodnicy rosyjscy; gdy rok temu sięgali po złoto w Mistrzostwach Europy w Czechach pisałem, że jakaś epoka w europejskim i światowym wędkarstwie się skończyła. Nie był więc wielkim szokiem fakt, że drużynowym liderem po pierwszym dniu zostali właśnie Rosjanie (dosłownie zdeklasowali pozostałe drużyny – trzy jedynki, 12 punktów sektorowych, które choć zdobyty w tzw. podsektorach i tak robią ogromne wrażenie), na kolejnych miejscach znalazły się Słowacja (16 punktów), Francja (17 punktów), dopiero na czwartym Anglia z 18 punktami (swoje sektory wygrali Scotthorne i Gardener, Raison był drugi, jednak o kiepskim wyniku drużynowym zadecydowało 11 miejsce Seana Ashby w sektorze D). Polska z 27 punktami znalazła się na 9 miejscu (w sektorze A Wiktor Walczak był 7 – 2.246 punktów, niestety, nie udało mu się wyholować zaciętego leszcza, w sektorze B Grzegorz Mazurczak złowił leszcza i był 4 – 4.143 punktów, w sektorze C Krzysztof Bukrak także złowił leszcza i dało mu to zwycięstwo w podsektorze – 4.391 punktów, w sektorze D Piotr Lorenc był 7 – 1.225 punktów, a w sektorze E Robert Bednarski był 8 – 1.956 punktów).
Przed drugą turą gorąco musiało być we wszystkich teamach – jedni za wszelką cenę starali się zachować istniejące status quo, inni planowali spektakularny atak. Do niedzielnego startu Rosjanie przystąpili z nadziejami na mistrzowski tytuł, a apetyt na strefę medalową (i do tego realne szanse) miało także kilka innych drużyn. W tym także i nasz team, bo do strefy medalowej brakowało nam niewiele, zaledwie 10 punktów. Gdy weźmie się pod uwagę krótkie, trzynastoosobowe sektory, z pewnością było to bardzo trudne, ale na pewno nie było to niemożliwe. Można było z góry zakładać, że kilka drużyn zagra va banque, co mogło przełożyć się na dość duże skoki w klasyfikacjach.
A jaka była ostatecznie druga tura? Na pewno zaskakująca; Rosjanie w swoich taktycznych założeniach popełnili jakiś zasadniczy błąd i uplasowali się dopiero na 15 miejscu w drugiej turze; taki wynik odebrał im szansę na utrzymanie się nie tylko na pierwszym miejscu, a i generalnie w strefie medalowej. Otworzyło to drogę dla innych drużyn – zza pleców liderów, z szóstego miejsca znakomicie finiszowała drużyna Belgii (pierwsze miejsce w turze, 18 punktów), dzięki czemu po ostatecznym podsumowaniu przypadł im w udziale brązowy medal. Dobra postawa drużyny francuskiej (trzecie miejsce w turze) pozwoliła im awansować o jedno oczko wyżej; srebrny medal to dla nich sukces, jakiego dawno nie odnotowali. Długo oczekiwano informacji o tym, kto został mistrzem świata; stałem, podobnie jak setki, czy raczej tysiące kibiców z całej Europy, w rozgorączkowanym tłumie, a gdy wreszcie lotem błyskawicy rozeszła się wiadomość, że po raz pierwszy w historii tytuł mistrzowski przypadł w udziale drużynie słowackiej, zapanowała w niej euforia nie do opisania. Przy powszechnym aplauzie i wielkich brawach cała drużyna wylądowała w wodzie. Gratulacje dla nowo kreowanych mistrzów!
Polska w tym towarzystwie wypadła podobnie, jak w pierwszej turze. I tym razem zabrakło dosłownie kropki nad „i” – dwie sektorowe jedynki każą przypuszczać, że taktyka była dopracowana prawidłowo, jednak albo ewidentnie wylosowana strefa była „wolna” od leszczy (jak w przypadku Krzysztofa Bukraka, który łowiąc drobnicę w sektorze A zajął 7 miejsce z 1.631 punktem, grzebiąc swoje szanse na czołową lokatę indywidualną), albo zacięty leszcz po zacięciu spadł z haczyka (jak w przypadku Wojciecha Kamińskiego – 10 miejsce w sektorze C z 869 punktami, wyższy wynik dać mógł mu jedynie ten leszcz…). Drobnicą ratował się także Grzegorz Mazurczak, dało mu to jednak jedynie 9 miejsce w podsektorze. Zwycięstwo sektorowe odnieśli natomiast Wiktor Walczak (sektor B, 6.089 punktów, w tym dwa leszcze), oraz Piotr Lorenc (sektor E, 3.039 punktów, w tym jeden leszcz). W sumie uzyskaliśmy 28 punktów, co zapewniło nam dziewiąte miejsce w klasyfiakcji ogólnej. Podsumowując występ naszych zawodników trzeba powiedzieć, że w kategorii „zwycięstwa w podsektorach” (w sumie mieliśmy ich 3) znaleźliśmy się w czołówce – tyle samo „jedynek” mieli Anglicy, a więcej od nas mieli jedynie Rosjanie (w sumie cztery „jedynki”). Jako ciekawostkę dodam, że „srebrni” Francuzi nie mieli ani jednego zwycięstwa sektorowego!
Klasyfikacja drużynowa, pierwsza dziesiątka:1. Słowacja 39,0 pkt (16 + 23)
2. Francja 40,0 pkt (17 + 23)
3. Belgia 41,0 pkt (23 + 18)
4. Rosja 42,0 pkt (12 + 30)
5. Anglia 42,5 pkt (18 + 24,5)
6. Węgry 47,0 pkt (28 + 19)
7. Holandia 50,0 pkt (21 + 29)
8. Włochy 51,0 pkt (26 + 25)
9. Polska 55,0 pkt (27 + 28)
10. Czechy 57,0 pkt (33 + 24)
Na marginesie odnotujmy także, że po raz pierwszy od dłuższego czasu na pudle mistrzostw świata nie znalazła się drużyna angielska, nie bez przyczyny uznawana za najlepszy wędkarski team na świecie. Druga tura w ich wykonaniu okazała się jeszcze gorsza od pierwszej – 6 miejsce to na pewno nie był dla nich szczyt marzeń. Anglicy wyjechali jednak z Almere z medalem – niezrównany Will Raison, broniący mistrzowskiego tytułu zdobytego w ubiegłym roku we Włoszech, tym razem sięgnął po srebrny medal. Na otarcie łez po utraconych szansach medalowych drużyny Rosji, złoty medal w kategorii indywidualnej wywalczył Igor Potapov, dwie jedynki oraz wysoka sumaryczna waga nie budziła wątpliwości co do tego, że nie jest to wynik przypadkowy. Brązowy medal wywalczył młody zawodnik z Danii Simon Jensen. Miejsca Polaków w klasyfikacji indywidualnej: Wiktor Walczak - 38, Krzysztof Bukrak – 40, Piotr Lorenc – 42, Grzegorz Mazurczak – 77, Robert Bednarski – 181 (start w jednej turze), Wojciech Kamiński – 192 (start w jednej turze). W zawodach sklasyfikowano 211 zawodników z 38 krajów.
Klasyfikacja indywidualna, pierwsza dziesiątka:1. Igor Potapov - Rosja 2 pkt
2. Will Raison - Anglia 3 pkt (mniejsza waga)
3. Simon Jensen - Dania 3 pkt (mniejsza waga)
4. Rastislav Dudr - Słowacja 3 pkt (mniejsza waga)
5. Greig Brown - Channel Islands 3 pkt (mniejsza waga)
6. Jamie Masson - Szkocja 4 pkt
7. József Varga - Węgry 4 pkt (mniejsza waga)
8. Igor Holecek - Słowacja 4 pkt (mniejsza waga)
9. Iacopo Falsini - Włochy 5 pkt
10. Hans Slegers - Belgia 5 pkt (mniejsza waga)
Fotorelacja:
Rywalizacja trwa

Polska drużyna

Wiktor Walczak z rybami, które dały mu zwycięstwo sektorowe w 2 turze

Węgier Jozsef Varga - zwycięzca sektora, piewrsza tura

Drużyna Słowacji - złoty medal

Drużyna Francji - srebrny medal drużynowo

Brązowy medal zdobyła drużyna Belgii

Zwycięzcy indywidualni - Potapov, Raison, Jensen

Złoty medal indywidualnie - Rosjanin Igor Potapov

Anglik Will Raison - srebrny medal indywidualnie

Tak cieszyli się Słowacy
Tekst i zdjęcia - Józef Wróblewski