Trociowy rok 2007
Dla mnie był taki sobie. Choć objeździłem w tym roku większość trociowych, pomorskich rzek, muszę się przyznać, iż nie złowiłem nic ciekawego. Jednak poczyniłem kilka obserwacji. Na początku o odkryciach sezonu.
Trochę miodu…
Po pierwsze Reda – nieduża rzeka wpadająca do Zatoki Puckiej. Widać, że jest doskonale przypilnowana przez pasjonatów tej rzeki z Wejherowa, Gdyni i okolic. Muszę stwierdzić, iż jest to jedna z dwóch chyba polskich rzek trociowych, gdzie problem kłusownictwa został zminimalizowany, a ochrona tarła stała się faktem, a nie jedynie pobożnym życzeniem. W tym roku padło tam kilkanaście naprawdę rekordowych ryb, wśród nich, złowiony pod koniec miesiąca, wspaniały 18--kilowy samiec łososia, którego zdjęcie dostałem od Wiktora Ledóchowskiego.
Po drugie Łeba: udrożnienie trasy tarłowej łebskiej troci, odtwarzanie tarlisk na Łebie i jej dopływie Okalicy oraz ich całonocne pilnowanie. Szeroko zakrojona akcja uświadamiająca miejscowe społeczeństwo. Wszystko to sprawiło, że Łeba jest jednym z najlepszych łowisk troci w naszym kraju. Sprawcami tego cudu są koledzy z Lęborka skupieni w Klubie Muchowym „Dolina Łeby” oraz Towarzystwie Przyjaciół Rzeki Łeby.
Po trzecie Łupawa, a w zasadzie jej dolny, kilkukilometrowy odcinek pomiędzy Smołdzinem a ujściem do Gardna. To kolejne z naprawdę dobrych, trociowych, zimowych łowisk. O rzece tej w środowisku trociarzy przez lata było dość cicho. Owszem, niegdyś słyszało się o jesiennych wyczynach niektórych, głównie warszawskich wędkarzy. W tym roku jednak, szczególnie w sezonie zimowym, rzeka ta okazała się znakomitym łowiskiem troci. Tylko na moich oczach przez dwa dni stycznia na małe blaszki złowiono tu kilkanaście zupełnie przyzwoitych troci. Ten idylliczny niemal obraz zakłócany był jedynie przez wędkarzy łowiących na robala (i to zupełnie legalnie!). Wiadomość z ostatniej chwili: Zarząd Okręgu w Słupsku naprawił częściowo regulaminowy bubel, którym niewątpliwie jest dopuszczenie do połowu na wszystkie przynęty na odcinku Łupawy od jazu w Smołdzinie do kładki i jazu w Człuchach. Od tego roku, w okresie ochronnym troci, czyli od 1 października do końca roku, obowiązuje tam zakaz wędkowania, a do końca marca można łowić wyłącznie na sztuczną muchę i spinning.
Co ciekawe – w trzech wymienionych rzekach najwięcej troci złowiono na trzymane w prądzie, lekkie, nieduże wahadłówki lub małe, płytko chodzące woblery.
Kolejnym moim trociowym odkryciem jest rzeka Ina. Po zaprzestaniu zatruwania przez Stargard Szczeciński w tej przepięknej, zapomnianej nieco rzece pojawiły się trocie i to naprawdę w sporych ilościach. Nic więc dziwnego, że okręg szczeciński dość szczodrze wspomaga populacje miejscowych troci i łososi. W tym roku wpuszczono tam 36 300 szt. wylęgu łososia i 352 900 szt. troci. Przyszłość ińskich troci i łososi rysuje się w jasnych barwach, mogą ją jedynie zakłócić świtające w głowach miejscowych poprawiaczy przyrody pomysły regulacji rzeki.
Coraz powszechniejsze staje się w Polsce łowienie troci w morzu. Co prawda jest to jeszcze domena kilkudziesięciu ludzi, głównie z Trójmiasta i Słupska, ale z tego, co obserwuję, polskie wybrzeże Bałtyku za kilka lat będzie jak magnes przyciągało łowców tej pięknej ryby.
Trochę dziegciu…
Tyle o zdecydowanych plusach sezonu A.D 2007. Przepraszam, że nie będę chwalił, ile to w pozostałych trociowych rzekach padło rekordowych ryb, a padło ich naprawdę sporo, zarówno w Redze, Parsęcie czy Słupi. Teraz, niestety, muszę przejść do minusów.
Będąc w Szczecińskiem nie można przejść obojętnie koło czołowej, trociowej rzeki – Regi. Jest ona stale i bardzo mocno zasilana ogromnymi ilościami troci (1 044 000 szt. wylęgu i 36 000 szt. smolta) i łososi (9000 szt. smolta), nie mówiąc już o wpuszczanych do niej co roku dziesiątkach tysięcy sztuk narybku certy i milionach sztuk wylęgu miętusa! Cóż z tego. Wszystkie te działania PZW mogą spalić na panewce. Nie dość, że pod hasłem ochrony przeciwpowodziowej Trzebiatowa pogłębia się koryto, niszcząc przyujściowy odcinek rzeki, to jeszcze planuje się wybudowanie na jej biegu kolejnego zbiornika w Gąbinie. Zbiornika, który tym razem odetnie trocie od tarlisk w okolicach Gryfic. Powstanie dużego, sztucznego i płytkiego jeziora podniesie temperaturę wody w rzece
o 2 do 4°C, a to z kolei może spowodować w konsekwencji zupełne zaprzestanie ciągów tarłowych troci, nie mówiąc już o łososiach! Cóż wtedy będą w Redze łowić odwiedzający ją licznie wędkarze i miejscowi kłusownicy?
À propos tych ostatnich – tak się rozpanoszyli nad Regą i czują się tak bezkarni, że puszczają w Polskę wiadomości o swoich rekordach. Doszły mnie słuchy, że wyszarpali pod jazem powyżej Trzebiatowa dwie fantastyczne ryby: jedną o masie 30 kg, a drugą 28,7 kg!
Dotykając problemu kłusownictwa, nie można pominąć Słupi. Otóż w trakcie badań telemetrycznych nad zachowaniami tarłowymi słupskiej troci wpuszczono do rzeki 25 oznakowanych radionadajnikami ryb. W styczniu w rzece pływało ich już tylko 4 (słownie cztery). Jeden nadajnik biegał po lesie, reszta zaś zniknęła. Kilka odnaleziono w trakcie badań w przydomowych śmietnikach… I cóż z tego, że nad Słupią odtwarza się tarliska, że prowadzi się najpoważniejsze w skali kraju i chyba Europy badania dotyczące rozrodu, rozwoju troci? Cóż z tego, że wybudowano tam znakomicie działające przepławki, przepuszczając w ten sposób ryby do naturalnych tarlisk środkowego dorzecza?
Warto uświadomić sobie, że na troć jeździ nad pomorskie rzeki tysiące ludzi, którzy zostawiają tam poza letnim sezonem poważne kwoty tak potrzebnych regionowi pieniędzy. Nie chcę pisać, co by się stało z Pomorzem, gdyby z jakichkolwiek powodów zabrakło troci w pomorskich rzekach…


powrót
