Nasza strona wykorzystuje cookies ("ciasteczka")
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii by strona działała prawidłowo oraz w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z niniejszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Logowanie




Wyszukiwanie


 

WĘDKARSKIE STRONY

AKTUALNOŚCI

wybrałem się kolejny raz nad Odrę, tym razem z żoną i synem. Jako przynęty użyłem karasi. Wypuściłem je na kilkumetrowych zrywkach w warkocz ze szczytu główki. Przez pierwsze dwa dni nic się nie działo. Przed godziną 10 rano wsiadłem na łódkę, aby sprawdzić, w jakiej kondycji jest żywiec. Gdy odpłynąłem kilka metrów od brzegu, drugie wędzisko mocno się przygięło, sygnalizując branie. Krzyknąłem do syna: tnij..!


Zacięłam delikatnie, spodziewając się kolejnej płoci. Bolonka wygięła się pod ciężarem ryby, która za nic nie chciała oderwać się od dna. Po chwili zaczęła krążyć w toni.



Mocno zaciąłem i... nic się nie wydarzyło. Pomyślałem, że to zaczep. Złapałem za plecionkę i już miałem zamiar zrobić pierwsze odstrzelenie przynęty, gdy nagle zaczep się ruszył. Teraz wszystko zaczęło dziać się w zastraszającym tempie. Ryba ruszyła na wodę.


Po godzinie bezowocnego zarzucania przynęty doszedłem do miejsca zarośniętego grążelami. Wykonałem kolejny rzut i mniej więcej 15 m od brzegu nastąpiło delikatne przytrzymanie. Po zacięciu natrafiłem na znaczny opór, byłem pewien, że to zaczep, jednak po sekundzie lub dwóch ów „opór” odjechał na kilkanaście metrów.



W ciągu kolejnych czterech dni złowiłem 5 karpi od 5 do 7 kg. Koledzy złowili ryby o masie: 9; 13 i 14 kg oraz wiele mniejszych. Zabawa była przednia, ale pod koniec zasiadki postanowiłem zapolować na coś większego...


Miejsce, w którym się rozstawiliśmy, mój kolega już od jakiegoś czasu regularnie nęcił. Do wieczora mieliś¬my pięć brań i jedną spiętą rybę. Około 23 kolega wyholował sporego lina. Rano, po godzinie 9, na moim zestawie gruntowym z rosówką wskaźnik brań powoli podniósł się pod sam blank.



Nie minęło pół godziny i mój zestaw zaatakował szczupak około 3 kg, ale spadł przy próbie podebrania. O 15.30 oddałem rzut w stronę brzegu Morsem nr 2. Blacha wpadła do wody i zanim zdążyłem zakręcić korbką nastąpiło uderzenie. Po zacięciu ryba przez 15 minut robiła odjazd za odjazdem.


Po dwóch godzinach czekania na jakiekolwiek branie nasz entuzjazm uszedł jak powietrze z nieszczelnego balonika. Równo o godzinie 11.00 coś zaczęło gwałtownie szarpać szczytówką. Szybko zaciąłem. Od razu wiedziałem, że mam na kiju coś dużego.



Naszym oczom ukazał się wspaniały widok, który spowodował przyspieszenie bicia serca i tę przyjemną lekkość w nogach. Na powierzchni wody spławiała się drobnica, a między nią było widać wyraźne ataki sporych okoni.


WYDARZENIA

Zapraszamy na Otwarte Zawody Spinningowe „XII Pstrąg Supraśli” organizowane przez Podlaski Klub Spinningowy „Barwena”. Zawody odbędą się nad rzeką Supraśl 15 kwietnia 2018 r.
Organizatorzy: Portal Wkra-Fishing.pl i Koło PZW Nowe Miasto zapraszają na Otwarte Ogólnopolskie Zawody Spinningowe „Kleń Wkry 2018” nad rzekę Wkrę do miejscowości Joniec (w okolicach mostu drogowego) w dniu 22.04.2018 r. (niedziela).

Żeby ryba przeżyła


Z Jerzym Kowalskim, wiceprezydentem FIPS – Mouche (Międzynarodowej Federacji Sportowego Wędkarstwa Muchowego) rozmawia Ryszard Kuna


Czym dla Ciebie jest NK?

Proponuję zacząć od tego, że nie NK, ale C&R. W tych, nabytych z innych krajów, sposobach postępowania posługujemy się terminologią angielską i jakoś nie dorobiliśmy się własnej. Stąd wiele nieporozumień. Rozumienie „No Kill fishing” jest dla mnie wynikiem przeciwstawienia tego terminu określeniu „Kill fishing”. Czyli w swym podstawowym znaczeniu – powstrzymaniem się od uśmiercenia złowionej ryby w przeciwieństwie od łowienia nastawionego na jej zabicie i zabranie jako jadalnej zdobyczy. Można to rozumieć bardzo szeroko i tak należy podchodzić do tych kwestii. Tylko czy powstrzymanie się od zabicia złowionej ryby wystarcza? Dlatego wolę odnosić się do terminu C&R (Catch and Release), który oznacza nie tylko niezabijanie ryby, ale jej uwolnienie w taki sposób, żeby ryba trwale przeżyła spotkanie z wędkarzem. Do tego termin C&R odnosi się też do pierwszej części całego procesu, czyli do złowienia ryby. I to do złowienia jej w taki sposób, takim sprzętem, żeby następujące po nim uwolnienie miało sens i przynosiło zamierzony efekt w postaci przeżycia ryby. O tym będę chciał szerzej napisać w kolejnych tekstach.
Poza tym, odnosząc się już do C&R, jest to przede wszystkim jeden z elementów zarządzania łowiskami, przyczyniający się do ich utrzymywania w zamierzonym stanie. I to zamierzenie musi być u początku decydowania się na wprowadzanie regulacji C&R. Bo całość C&R tworzą zarówno regulacje, które nakazują uwalnianie opisanych nimi ryb, jak też zasady postępowania, których  stosowanie ma prowadzić do jak największej, najbardziej trwałej przeżywalności łowionych ryb. Te szczegółowe zasady są wspierane przez badania nad biologią ryb i ciągle doskonalone.  Z czasem odchodzimy świadomie od postępowania w rodzaju „złów i wyrzuć”, które często charakteryzowało najprostszy rodzaj No Kill, a podejmujemy racjonalne działania C&R w celu wspomagania zarządzania łowiskami. Warto tu zaznaczyć, że C&R też jest rodzajem eksploatacji łowiska. Jednocześnie jest dążeniem do zmniejszenia negatywnego oddziaływania połowów na zasoby łowisk. Rodzajem względnego powiększenia pojemności łowiska. C&R nie sprawia samo w sobie, że ryb przybywa, bo z powodu łowienia nie przybywa ryb …
C&R bywa postrzegane jako jakaś „nowinka”, coś „obcego”, w jakimś sensie „utrudniającego” … A przecież WSZYSCY jesteśmy zobowiązani do stosowania C&R w codziennym wędkarstwie i to od pokoleń … Przecież uwalnianie ryby określanej jako „niewymiarowa”, uwalnianie ryby przypadkowo złowionej w okresie ochronnym, to nic innego jak właśnie stosowanie się do regulacji C&R … szkoda, że niekiedy jest ono praktykowane w sposób ułomny, ograniczający możliwości przeżycia złowionej ryby …
Niekiedy pewne pojęcia da się definiować przez wskazanie na to, czym nie są. Chciałbym podkreślić, że C&R nie jest „listkiem figowym” … Nie niesie dodatkowych uprawnień dla tych, którzy je stosują… Nie jest też uzasadnieniem czy usprawiedliwieniem dla nadmiernej eksploatacji łowiska, dla powiększania presji, a w szczególności nie jest wymówką dla łowienia ryb w okresach ochrony


Skąd się wzięły w polskim/światowym wędkarstwie trendy C&R?

Najkrótsza odpowiedź brzmi – z potrzeby. A nawet z konieczności. Bo „potrzeba jest matką wynalazków” … Rosnące dysproporcje między zasobami ryb, a liczbą i sprawnością chętnych na łowienie ich, były dostrzegane już setki lat temu. Najpierw pojawiły się regulacje chroniące części populacji ryb i nakazujące wypuszczać część złowionych osobników, a następnie – badania nad jak najlepszym stosowaniem się do tych regulacji. Część wymagań C&R została wprowadzona już bardzo dawno temu. Pierwsze wymiary ochronne to decyzje XIX-wieczne. Jednak rozszerzenie tego minimum ochrony ryb poza najprostsze (jednak wciąż powszechne w Polsce) powstrzymywanie się od zjadania ryb przed pierwszym tarłem, na inne części populacji zaczęło się w USA w latach 50-tych, kiedy zostało sformułowane znane stwierdzenie, że „ryba jest zbyt cenna, żeby ją złowić tylko raz”. W ślad za tym twierdzeniem nastąpiły poszukiwania sposobów, żeby rzeczywiście ryba raz złowiona mogła zostać złowiona jeszcze wiele razy, a nie zginęła w krótkim czasie.


Jakie powinno być nowoczesne C&R?

Świadome i odpowiedzialne. I w ogromnej mierze – etyczne. Bo postępowanie C&R jest nakierowane na … innych wędkarzy. Często przywołuje się dziwną czy wręcz dziwaczną relację człowiek-ryba, jako uzasadniającą postępowanie C&R. Moim zdaniem etyczne znaczenie C&R wynika z nastawienia do drugiego człowieka. To jemu właśnie umożliwia się złowienie tej samej ryby kolejny raz. Zaś pozbawienie innego człowieka możliwości spotkania z raz już złowioną rybą, w obecnych warunkach środowiskowych i technicznych, można traktować w kategoriach zawłaszczenia i wręcz niegodziwości. Całe zarządzanie łowiskami z wykorzystaniem elementów C&R jest formą samoograniczania się wędkarzy w eksploatowaniu dostępnych zasobów i współdziałanie w tym przedsięwzięciu jest niezwykle ważne. Nie mniej ważne niż indywidualne stosowanie wszystkich zaleceń postępowania C&R, bo tylko w taki sposób przynoszą efekty. Wybiórczo stosowane są tylko grą pozorów.


Czy C&R może być sprawnym narzędziem w gospodarowaniu polskimi łowiskami na szerszą skalę?

Zdecydowanie tak, chociaż nie jedynym, a jednym z wielu. W dodatku musiałoby wyjść poza zakres najbardziej minimalny, „ustawowy”, który sprzyja nadmiernej eksploatacji zasobów.
Nie da się o tym pisać bez wprowadzenia rozważań o samym rybołówstwie, którego częścią jest wędkarstwo. Bardzo często samo rybołówstwo mylone jest, czy wręcz utożsamiane z rybactwem, które ma zakres o wiele szerszy. Rybactwo zajmuje się zarówno hodowlą jak i zarządzaniem zasobami, natomiast rybołówstwo jest tylko jego częścią. Ta część z kolei jest dzielona na trzy kolejne – rybołówstwo komercyjne, rybołówstwo rekreacyjne, oraz rybołówstwo „utrzymaniowe”. To ostatnie opisuje łowienie ryb w celu uzupełnienia wyżywienia własnego, rodziny, otoczenia. Z takim wędkarstwem mamy u nas najczęściej do czynienia – legalnym i nielegalnym (kłusownictwem „na swoje potrzeby”). Z kolei rybołówstwo komercyjne dostarcza dochodu ze sprzedaży łowionych ryb … I tu też mamy do czynienia z postępowaniem legalnym i nielegalnym. Trzeba przyznać, że z tym ostatnim mamy duży problem w Polsce. Obok zdeterminowanych kłusowników mamy całkiem sporą rzeszę legalnie łowiących wędkarzy, który potem, w sposób nielegalny, dostarczają złowione ryby do barów, smażalni, wędzarni, czy też oferują je wprost na targowiskach czy w pokątnym handlu. Skala tego zjawiska nie była badana, nie jest ono ścigane, ale jest widoczne na każdym kroku … i odnosi się do najcenniejszych gatunków ryb oraz do cennych osobników, najbardziej komercyjnie pożądanych. W końcu rybołówstwo rekreacyjne – wiąże się z ogromną selektywnością połowów. Z dążeniem do złowienia najrzadszych osobników, najbardziej pożądanych gatunków. Wynikiem „współdziałania” tych wszystkich fragmentów rybołówstwa jest ogromna skala eksploatacji łowisk, kurczących się w wyniku zmian środowiskowych i przyrodniczych, niedoborów wody, ubywania tarlisk, inwazji drapieżników, które są chronione ponad miarę, albo należą do obcych gatunków inwazyjnych.


Drażliwy temat… Czego wędkarze nie chcą wiedzieć wypuszczając złowione ryby, czyli śmiertelność mimo wypuszczenia?  Jak ją ograniczać?

Bez podnoszenia wiedzy o następstwach złowienia ryby trudno o świadome postępowanie z żywym organizmem. W potocznym obiegu są elementy takiego postępowania, które zakorzeniły się i trwają. Na przykład – „wszyscy wiedzą” o tym, że przed dotykaniem ryb trzeba zwilżyć ręce, żeby nie uszkodzić śluzu i bariery ochronnej na powłokach ryby. Warto przy tym pamiętać o używaniu podbieraków z miękką siatką bez węzłów, bo taka siatka też może uszkadzać śluz i powłoki ryby. „Wszyscy wiedzą” o „kwasie mlekowym”, który wytwarza się w mięśniach ryby poddanych skrajnemu wysiłkowi w czasie walki o życie. Jednak mało powszechnie wiadomo o innych substancjach wywołujących długotrwały stress w organizmie ryby, co może prowadzić do późniejszej śmierci, do zmian w odżywianiu, do zaburzeń rozrodu itp. Itd. Mało się Myślo o tym, że inaczej wpada do wody ryba, która celowo wyskakuje z wody, a inaczej – wrzucona do wody z wysokości, po wyholowaniu i wysiłku, przez co może doznać obrażeń nawet śmiertelnych. Nie chce się też pamiętać o tym, że ryby nie są przystosowane do życia w warunkach grawitacji poza wodą, że zawieszenie ich za głowę i podnoszenie w górę na haczyku może uszkadzać mięśnie, kręgosłup, narządy wewnętrzne … Mała też jest świadomość skali zaburzeń oddychania ryby po wyjęciu jej z wody. Ryby nie są przystosowane do oddychania powietrzem atmosferycznym, a wydobycie ich z wody po dużym wysiłku związanym z holem czasem obrazowo porównuje się do założenia worka foliowego na głowę biegacza po szybkim przebiegnięciu istotnego dystansu. Czas pozostawania ryby poza wodą istotnie wpływa na późniejszą śmiertelność, o czym trzeba pamiętać fotografując ryby czy ciesząc się nimi przed wypuszczeniem z powrotem do wody. Obserwowanie tego, ze wypuszczona ryba w mniemaniu wędkarza „odpłynęła w dobrej kondycji” nie oznacza, że będzie się miała dobrze … bo to mógł być jej ostatni zryw w ramach walki o życie, a późniejszy jej stan nie pozwoli już na sprawną ucieczkę przed wodnym drapieżnikiem, czy też nie pozwoli na powrót do pełnej sprawności. Wielu wędkarzy wręcz  irytuje się na wspomnienie o potrzebie doprowadzenia ryby do stabilnego stanu przed jej uwolnieniem, a  takie postępowanie jest podstawą świadomego C&R.


W internecie można znaleźć zasady C&R, które spisałeś wiele lat temu. Czy czujesz się prekursorem C&R w Polsce?

Według znanego powiedzenia – sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Czy możemy mówić o sukcesie wprowadzania C&R, czy raczej o porażce? Sądzę, że ani o jednym ani o drugim. Natomiast rzeczywiście opublikowałem na stronie NaMuche.pl szereg artykułów, w których odniosłem się do różnych kwestii dotyczących C&R i mam satysfakcję, że w okresie ich publikacji docierały do mnie od ważnych osób stwierdzenia, że „nikt do tej pory tak o wędkarstwie w Polsce nie pisał”, a same artykuły znajdowały tysiące odbiorców w kraju oraz przyczyniły się do działań różnych środowisk wędkarskich w Polsce. Choć z tego, że mimo upływu kilkunastu lat są wciąż aktualne, można mówić o umiarkowanym powodzeniu.
Warto też wspomnieć początki rozpowszechniania się tego rodzaju postępowania na szerszą skalę. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych, kiedy byłem odpowiedzialny za Kadrę Narodową, oraz zaczynałem działalność w zarządzie FIPS-Mouche, te zasady zostały wprowadzone do zawodów w wędkarstwie muchowym, najpierw międzynarodowych, a szybko również do naszych, krajowych. Budziły zrozumiały opór, bo wiązały się choćby ze stosowaniem haczyków bezzadziorowych. W powszechnym odczuciu miało się to przyczyniać do tracenia wielu zaciętych ryb,  ale tu w sukurs przyszły znane i pamiętane sukcesy polskiej drużyny w Mistrzostwach Świata. Te sukcesy pokazywały, że w warunkach uznawanych za trudne, polscy wędkarze radzą sobie bardzo dobrze. I ci utytułowani Mistrzowie – Adam Sikora, Franek Szajnik, Władek Trzebunia, Leszek Frasik, Antek Tondera i inni, związani z reprezentacją, bezpośrednio przekazywali swoim kolegom przekonanie, że bezzadziorowymi haczykami da się skutecznie wyciągać ryby, a z wypuszczania złowionej ryby można czerpać satysfakcję … Dziś nikt nie kwestionuje łowienia ryb z użyciem bezzadziorowych haczyków, a w niektórych regionach jest to wymagany element sprzętu, przynajmniej w wybranych wodach. Jednak bez udziału tych Kolegów, bez ich pasji, obecne powodzenie wprowadzania regulacji C&R trwałoby o wiele dłużej …


Jak wykorzystywane jest C&R na świecie w gospodarowaniu łowiskami?

Trzeba powiedzieć, że przeróżnie. W zależności od rodzaju łowisk, oraz celów jakie są ustalone dla konkretnego łowiska. Inaczej może wyglądać ochrona w łowisku z rybami dzikimi czy rodzimymi, w którym priorytetem jest zachowanie populacji w stanie możliwie nienaruszonym oraz propagowanie naturalnego rozrodu. Inaczej w łowisku „Put-and Take”, w którym różne zależności gospodarcze mogą uzasadniać wprowadzanie ciekawych rozwiązań C&R. Wreszcie, w łowiskach „Put-Grow and Take”, z jakimi mamy do czynienia najczęściej  Polsce, w łowiskach opartych na zarybianiu młodymi formami ryb, bardzo ważnym elementem jest ochrona tych rosnących ryb, które są przecież „pieniędzmi wsypanymi do wody” i od ich przeżywalności zależy efektywność ekonomiczna całego przedsięwzięcia. Najczęściej mamy do czynienia z połączeniem tych różnych warunków, do czego należy dostosować sposób zarządzania łowiskiem, w tym również całkowitą eksploatacją i zakresem C&R.
Wypaczone/patologiczne C&R czyli świadome połowy ryb w okresie ochronnym, żeby je wypuścić …
Jak wspomniałem wcześniej – C&R nie może być „listkiem figowym”, ani usprawiedliwieniem nadmiernej eksploatacji …
Regulamin amatorskiego połowu ryb, a znajomość (zasobności) łowiska – Czy C&R to jedynie prywatny wybór części wędkarzy czy może na niektórych łowiskach wręcz konieczność dla wszystkich?
„Prywatny wybór” i emocjonalne czy ideologiczne, osobiste bądź środowiskowe wprowadzanie C&R ma istotne znaczenie z uwagi na walory edukacyjne takiego postępowania. Wędkarze, którzy z takich pobudek wypuszczają złowione ryby sięgają głębiej do wiedzy o biologii ryb oraz wykazują troskę o stan łowisk. Natomiast rzeczywisty wpływ na stan gospodarowania w łowiskach ma zakres regulacji, których C&R jest częścią.
Brak kompromisu pomiędzy wędkarzami stosującymi C&R i zabierającymi wszystkie ryby wg regulaminu? Czy jest jakiś sposób żeby zasypać przepaść dzielącą te skrajne postawy? 
Jest. Wymaga tylko (albo i aż) podjęcia decyzji, które określą zakres eksploatacji łowisk w zakresie pozwalającym na odtwarzanie czy wręcz na pomnażanie ich zasobności. To są trudne decyzje, wymagające zgodnego współdziałania w realizowaniu zamierzeń gospodarczych w zarządzaniu łowiskami. Decyzje takie muszą też wynikać z przyjętego sposobu wpływania na całkowitą eksploatację łowiska, bo można go realizować różnymi metodami i regulacjami. Na początku jednak konieczne jest zdanie sobie sprawy, że nie mamy warunków właściwych dla indywidualnego eksplorowania nieprzebranych zasobów natury tylko skromne zasoby, które trzeba podzielić na wielu chętnych. I tylko nad częścią mechanizmów jesteśmy w stanie sprawować kontrolę, co sprawia, że do eksploatowania przez wędkarzy pozostaje niejednokrotnie stosunkowo nieduża część z dostępnej całości … i naszą wspólną odpowiedzialnością jest takie dbanie o nią, żeby za naszą przyczyną nie uległą wyniszczeniu, bo byłoby to podcinanie gałęzi, na której siedzimy … Eksploatując nie powinniśmy prowadzić rabunku zasobów, ale korzystać z nich w sposób zrównoważony, pozwalający na ich odtwarzanie… bo to zasoby wciąż w jakimś stopniu naturalne …
Moim zdaniem bardzo wielu wędkarzy respektuje określone zasady i ustalanie zasad zawartych w warunkach wykorzystania zezwolenia na amatorski Polów ryb, jaki każdy łowiący musi posiadać, jest właśnie obszarem zasypywania tej przepaści. Takie same przepisy dla wszystkich są w stanie pogodzić, a nawet zbliżyć do siebie różne grupy, jeśli wspólną platformą będzie jednolita troska o zarządzanie łowiskami. Specyficzna dla każdego łowiska, bo każde z nich ma inne wymagania i inne możliwości. Taka, w której ani nie będzie nadmiernej eksploatacji, ani nadmiernej restrykcyjności. Jednak w naszych warunkach taka wspólna platforma będzie musiała powstać, a przynajmniej rozpocząć się, bliżej restrykcyjnej strony niż bliżej obecnego stanu dość rozpasanej swobody.


„Limituj zdobycz, a nie zdobywaj limit”…

To znane hasło amerykańskiej C&R Foundation, propagującej uwalnianie złowionych ryb. Można ją interpretować, zwłaszcza w naszych warunkach – względnej szczupłości łowisk w kraju o dużym zagęszczeniu ludzi, dużej mobilności i dobrym wyposażeniu, stosunkowo małych oraz silnie zaburzonych zasobach wodnych, jako wskazującą nie tylko na ograniczanie zabierania ryb, ale na ograniczanie skali ich łowienia.

 

oprac. Ryszard Kuna
| Share

REKLAMA

KOMENTOWANE

Trują nam Wisłę wszystkim co popadnie bo to duża rzeka...
mareczek
Dbajmy o nasze wody, i o stworzenia je zamieszkujące ....
amoildiavolo
odszedł od nas wspaniały człowiek.bedzie brakło go...
grzegorz39
Odszedł od nas jeden z nas . Odszedł człowiek który nad...
viking2015
Ten był przed 34 kg ale uważam że powinny się do rekordu...
amurek
Odszedł od nas prawdziwy mistrz sztuki wędkarskiej który...
amurek
Świetny artykuł Panie Piotrze! Chciałem się spytać...
Hanger
Mistrz może byc tylko jeden he he ps czy ktoś wie może co...
foka111
Kręciłbym jak złodziej na zeznaniach
bartaazzz
Pierwsza trzydziestka? W tabeli rekordów WW podano , że...
halski021
Wykręcił bym nim wszystkie złe oceny z dziennika....
szuja2108
Witam. Bardzo fajny pomysł z Waszym programem. A może...
qbassmanutd
Nasz klub tj. Podlaski Klub Spinningowy BARWENA przyłącza...
barwena

SONDA

Jakie jest Twoje zdanie na temat posiadania i używania echosondy?
Mam i używam
Nie mam, zamierzam nabyć
Nie jestem zainteresowany posiadaniem i używaniem.
 
Czy jesteś za wprowadzeniem górnych wymiarów ochronnych ryb?
Tak
Nie
Nie mam zdania
 
Jaka jest średnia kwota Twoich rocznych wydatków na sprzęt wędkarski?
do 200 zł
od 200 do 500 zł
od 500 do 1000 zł
od 1000 do 2000 zł
od 2000 do 5000 zł
powyżej 5000 zł
 
Czy w ciągu ostatniego roku dokonywałeś zakupów w internetowym sklepie wędkarskim?
Tak - kilka razy.
Zdarzyło się raz czy dwa...
Nie, ale pewnie niedługo spróbuję.
Nie i nie mam zamiaru.
 

W NASTĘPNYCH WW