Jeziorowy tandem
Początek wiosny to doskonały czas, aby poznać nowe łowiska. Dziś przedstawię bardzo ciekawe miejsce – wędkarskie eldorado. Jest to woda wyjątkowo trudna, ale za to niesamowicie wdzięczna. Wędkarska wytrwałość na sto procent będzie wynagrodzona. Są to dwa jeziora leżące w województwie lubuskim: Jezioro Łagowskiei połączone z nim kanałem Jezioro Trześniowskie (Ciecz).
Akweny te mieszczą się na terenie Łagowskiego Parku Krajobrazowego. Gdy spojrzymy na mapę, wyglądają niemal jak lustrzane odbicia. Rozciągają się na
dnie tej samej piętnastokilometrowej polodowcowej Rynny Łagowskiej. Jednak na tym podobieństwa się kończą. Jezioro Trześniowskie (Ciecz) jest prawie o 100 ha większe od Łagowskiego. Jego powierzchnia wynosi 183 ha. Jest także znacznie głębsze. Maksymalna głębokość wynosi 58,8 m. Kolor i przejrzystość też jest różna. Woda ma piękny, szmaragdowy odcień i dzięki znacznej przejrzystości (pierwsza klasa czystości) stanowi idealną bazę dla miłośników nurkowania.
Dzięki tym parametrom i rybostanowi jezioro zalicza się pod względem rybackim do typu sielawowego. Ewenementem na skalę kraju są widowiskowe wyskoki ponad taflę wody troci jeziorowej, która dzięki wytężonej pracy Okręgu PZW w Zielonej Górze trafiła i doskonale zaaklimatyzowała się w wodach jeziora.
Jezioro Łagowskie i Jezioro Trześniowskie to przede wszystkim łowiska gatunków drapieżnych. W całej zachodniej Polsce słyną z ogromnych szczupaków i okoni. Ale miłośnicy ryb spokojnego żeru też znajdą tu swoje spełnienie. W jeziorach możemy liczyć na pięknie wyrośnięte płocie, cudownie wybarwione wzdręgi, które dorastają do 1 kg, piękne złote liny, a także leszcze, których masa sięga 5 kg. Mimo że nie jest to akwen, który sprzyja rozwojowi karpi, to jednak możemy mieć okazję walki z kapitalnymi sztukami. Karpie występują nielicznie, ale ich rozmiary rekompensują trudy wielogodzinnej zasiadki.
Dla fachowców
Woda to bardzo wymagająca, dla wytrawnych łowców. Nie ma jednak problemu, jeżeli chcemy złowić kilka małych płotek czy ledwie wymiarowych okoni. Te występują licznie i często biorą łapczywie i zdecydowanie. Jednak kłopoty pojawiają się, gdy chcemy zapolować na sztuki większe, na jeziorową elitę. Tu przejrzystość wody staje się utrapieniem i przeszkodą wręcz nie do przebycia. Przy tak czystej wodzie błędy niosą ze sobą pewną porażkę.
Lepiej jest z połowami spinningowymi, bo zawsze można zmienić łowisko, zarówno przy połowie z brzegu, jak i z łodzi. Inaczej sprawa wygląda przy stacjonarnym połowie z brzegu. Problem pojawia się już podczas nęcenia łowiska, ponieważ przy brzegach dno stromo opada. Przed typowaniem łowiska warto dobrze wysondować ukształtowanie dna, postarać się o znalezienie jakiegoś blatu, podwodnej półki i na niej podać zanętę. Warto także poznać zwyczaje i przyzwyczajenia ryb. Często ten sam gatunek żeruje w zupełnie innych partiach wody. Czasem różnica kilku centymetrów w ustawionym gruncie decyduje o sukcesie lub porażce.
Płocie, liny, leszcze
Wybierając się
nad Jezioro Trześniowskie, jadę polować głównie na piękne leszcze, liny i gruntowe płocie. Występują one najczęściej na głębokości 8–10 m, na blatach o szerokości 5–6 m. Idealna stołówka dla ryb. Jednak do pustego „stołu” nie zaprosimy ani medalowych, ani żadnych innych sztuk. Samo nęcenie też jest trudne. Przy tak czystej wodzie wszelkie niedociągnięcia będą działały na naszą niekorzyść! Nie wolno używać zanęt zepsutych, skisłych, spleśniałych czy starych. Nie wolno też komponować ich przypadkowo. Ilość zanęty i jej wartość oraz konsystencja muszą być także racjonalnie dopasowane. Do połowu płoci w toni stosuję zanętę, która zaczyna pracować w słupie wody po mniej więcej 2–3 sekundach od podania. Jej sekretem są dobrze wyprażone frakcje (głównie konopie, siemię lniane, słonecznik mielony i makuchy). Zanęta musi być tłusta, pozwoli to na wędrówkę cząstek ku powierzchni zbiornika.
Do połowów płoci doskonale sprawdzają się zestawy do metody bolońskiej. Bolonka jest stworzona do łowienia w toni na dość dużych odległościach. Duża elastyczność wędziska i szybka praca kołowrotka sprawiają, że po wyholowaniu ryby z nęconego łowiska inne nie są płoszone! Innowacją jest stosowanie plecionek – ultracienkich Kevlon Steelon Dyneema 100%.
Dobrą metodą na wiosenne leszcze i liny z blatów jest również metoda odległościowa, do której z powodzeniem możemy stosować sprzęt opisany powyżej, zmieni się tylko sposób rozmieszczenia obciążenia zestawów oraz typ spławików. Jednak przy połowie tych gatunków zdecydowanie polecam feedera – zestaw zbudowany z koszyczków i sprężyn zanętowych umieszczonych na rurkach antysplątaniowych. Do nęcenia polecam koszyczki o dużej średnicy, obustronnie otwarte. Pozwala to na dużą precyzję nęcenia i znaczną powtarzalność.
Moją zanętę na blaty stanowią głównie ziarna, z przewagą ok. 70% kukurydzy, obowiązkowo z wodą, w której gotowałem ziarna. Bardzo skuteczne są także ziarna łubinu i parzonej pszenicy. Wszystkie składniki mieszam z zanętą w proporcji 1 do 1 (ziarna do zanęty). Zanęty nie kleję ani nie dosmaczam żadnymi dodatkowymi specyfikami. Nie trzeba – zbyt czysta woda!


powrót