Leszcze przez lornetkę
Ostatnie tygodnie zimy to czas na podlodowe leszcze. Jest stosunkowo ciepło, przeręble ledwie zamarzają i można wybrać się na wielogodzinną zasiadkę. Zanim zasiądziemy jednak nad przeręblem, trzeba trafnie wytypować łowisko i przygotować się na spotkanie z dużą rybą.
Prowokowanie marcowych leszczy nie jest skomplikowane. Każdy, nawet początkujący miłośnik podlodowych okoni, płoci czy krąpi świetnie sobie poradzi. Chwila prawdy przychodzi nieoczekiwanie, gdy na miniwędce uwiesi się pierwsza ponadkilogramowa łopata. Wtedy jest za późno na regulowanie hamulca czy poszerzanie otworu w lodzie. Strata dużej ryby jest zawsze bolesna. Tym bardziej gdy łowiącym obok wędkarzom idzie całkiem nieźle. Ale podobno nie ma tego złego... Z wędkowaniem na lodzie jest podobnie jak na stoku narciarskim – „jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.
Sprzęt i akcesoria
W kameralnym łowisku, jakim jest przerębel, leszcz należy do najwaleczniejszych ryb. Grubsza sztuka długo nie daje się oderwać od dna i potrafi wyciągnąć wiele metrów żyłki. Nasz sprzęt wytrzyma harce silnej ryby, pod warunkiem że pozbędziemy się skłonności do przesadnej finezji i zastosujemy odpowiednio mocny zestaw.
Zimowe wędzisko na leszcze powinno mieć minimum 50 cm długości, trzy przelotki i, co najważniejsze, charakteryzować się stosunkowo sztywną akcją, aby zacięta ryba odczuwała wyraźny opór blanku. Kije elastyczne, wyginające się z łatwością w pałąk, tylko utrudniają holowanie. Niebezpiecznie zwiększa się kąt pomiędzy kołowrotkiem a najbliższą od niego przelotką – co nieuchronnie prowadzi do zerwania żyłki.
Również kołowrotek dobieramy starannie. Przede wszystkim szukamy modelu odpornego na niskie temperatury, zaopatrzonego w specjalistyczny smar, aby na łowisku nie okazało się, że kilkustopniowy mróz utrudnia nawijanie żyłki. Mechanizm podparty trzema łożyskami w zupełności wystarczy, ważne, by hamulec miał szeroki zakres regulacji. Na kołowrotek nawijamy 100 m mocnej żyłki o średnicy 0,12 lub 0,14 mm. Kupujemy żyłkę markową, bez pamięci do odkształceń. Nie oszczędzamy na jej jakości, bo jest najsłabszym ogniwem miniwędki, najbardziej narażonym na uszkodzenia w czasie walki z rybą.
Do wyjęcia kilogramowego leszcza wystarczy otwór o średnicy 20 cm. Przy większych sztukach i grubej pokrywie lodowej dziura musi być odpowiednio większa. Jeśli dysponujemy świdrem
o małej średnicy (12; 14 lub 16 cm), na łowisku przyda się także pierzchnia, wybijak albo toporek. Umożliwi sprawne wykucie w lodzie tzw. lornetki – podłużnego przerębla do lądowania najpotężniejszych leszczy. W tym celu wiercimy świdrem dwa położone obok siebie otwory i sukcesywnie wykruszamy dzielącą je lodową ściankę.
Wybór łowiska
Z końcem zimy leszcze nabierają wigoru. W poszukiwaniu pożywienia przemierzają rozległe połacie jezior i starorzeczy. Kiedy na swojej drodze spotkają świeże ochotki na haczyku, wciągną je bez zastanowienia. Kto poznał trasy i rewiry leszczy, ten ma przewagę nad innymi wędkarzami. Dlatego czasem warto „podłączyć się” do grupki doświadczonych łowców albo odwiedzać stare skupiska przerębli. Szczególnie miejsca systematycznie nęcone.
Samodzielne poszukiwanie dobrego łowiska jest trudniejsze. Nieraz trzeba wykuć lub nawiercić w pocie czoła dziesiątki przerębli. Na przedwiośniu
szukamy miejsc o dnie płaskim lub lekko opadającym na głębokości od 3 do 12 m (najgłębiej łowimy w jeziorach sielawowych). Są jednak dni, że leszcze chętniej odwiedzają pofałdowane blaty i stoki górek podwodnych. Nie ma więc prostych rozwiązań.
Otwory wiercimy co 10 lub 15 m prostopadle do linii brzegowej. Za każdym mniejszym lub większym uskokiem sprawdzamy przynętą okolice dna. Jeżeli w łowisku dominują krąpiki albo drobne okonie lub płocie, od razu idziemy dalej. Zatrzymujemy się na dłużej dopiero tam, gdzie przynętę podskubują rozsądnej wielkości płocie, przynajmniej 25-centymetrowe leszczyki albo duże jazgarze.
Przynęty i technika łowienia
Marcowe leszcze możemy z powodzeniem łowić zarówno za pomocą zestawu ze spławikiem, jak i na mormyszkę. Wybór metody nie ma większego znaczenia, mimo że na dużych głębokościach przynęta spławikowa szybciej osiąga dno. Haczyki w obu przypadkach powinny pomieścić po kilka dużych larw ochotki. Im więcej, tym lepiej. Dobre będą modele wielkości od nr. 10 do 14. Mniejsze łatwo wypinają się z pyska ryby.
Przynętę haczykową umieszczamy bezpośrednio na dnie lub kilka centymetrów nad nim (nawet do 15 cm). Trzeba trochę poeksperymentować. Z mormyszką jest o tyle łatwiej, że nawet przy lekkim modelu możemy precyzyjnie wyznaczyć odległość od dna. Najlepsze są wzory szerokie, kuliste lub w kształcie łódeczki. Kolorystycznie najłowniejsze są pozłacane, srebrzyste i miedziane.
Leszcz wbrew pozorom nie lubi monotonii, zwłaszcza pod marcowym lodem. Wędkarze spławikowi wiedzą o tym i co jakiś czas poruszają haczyk z ochotkami. Zmniejszają lub zwiększają grunt, na chwilę unoszą bądź przytapiają spławik.
Zwolennicy mormyszki mają większe pole do popisu. Mogą do woli bawić się i grać przynętą albo odstawić wędkę na stojak i smyrgać palcem lekko napięty kiwak. W tym potrząsaniu trzeba zachować jednak umiar. Wszakże leszcz lubi gonić za przynętą (o czym świadczą połowy spinningowe na paproszki), ale częste drgania mogą go zniechęcić. Mormyszkę najlepiej prowadzić schodkowo – unieść na kilka centymetrów, zatrzymać na sekundę lub dwie i ponownie unieść. Kiedy mormyszka znajdzie się 20 cm nad dnem, rozpoczynamy schodkowe opuszczanie.
Branie leszcza jest najpiękniejsze w zimowym wędkowaniu. Ryba wysoko unosi przynętę. Spławik wykłada się w przeręblu, jakby ktoś odciął pod nim żyłkę. Kiwak nagle się prostuje. Na zacięcie mamy dosłownie sekundę i już po chwili wiemy, jakiej wielkości leszcz przygina naszą wędkę.


powrót
