Odra w Karłowicach
Luty to miesiąc zakochanych! Pomimo że jestem bardzo daleki od bezmyślnego zapożyczania amerykańskich świąt i obyczajów, to zimowy, chłodny luty zdecydowanie zyskuje na tym święcie.
Nie jest istotne, w kim lub w czym jesteśmy zakochani. Odrobina miłości należy się każdemu. Nas, miłośników wędkarstwa, dotyczy to szczególnie. Przecież w naszej życiowej pasji piękna jest wyjątkowo wiele – natura, magia przygotowywania się do wędkarskich eskapad, poznani ludzie...
Zastanawiałem się, czy istnieje fizyczna możliwość podejścia do wędkarstwa na chłodno, bez uczucia. Postanowiłem spróbować opisać jedno z bardzo dobrze znanych mi łowisk bez subiektywnych odczuć i opinii. Z zawodowym chłodem. Wybrałem sobie łowisko bardzo znane, można powiedzieć sławne. Stanowisko łatwe do odczytania, jednolite, może trochę nudne, bez niespodzianek. Był to celowy zabieg, aby wyeliminować moje nieobiektywne komentarze typu: cudowne otoczenie, cisza, spokój... Wybrałem odcinek wrocławskiej Odry, prostej jak drut, o jednakowej szerokości, podobnym nurcie, głębokości. To miejsce to Odra w dzielnicy Karłowice, na której rozgrywa się wiele zawodów, nawet rangi międzynarodowej.
Dla niedzielnego spacerowicza Odra w Karłowicach jest zwykłą wodą (nie każdy zauważy,
że płynie), nad brzegiem której można wygodnie spacerować wzdłuż koryta, nie przedzierając się przez krzaki. Jest wspaniałe miejsce, aby bezpiecznie zostawić auto, a na dodatek można w pobliskich sklepach zrobić zakupy. Można tak spacerować wzdłuż wody od mostu koło parkingu do zakrętu, czyli jakieś 800 m. Można też dalej, ale niedzielni spacerowicze zapytają: w jakim celu, przecież za zakrętem jest tak samo. Próbowałem wcielić się w rolę takiego spacerowicza, ale ja już nie potrafię. Moje wędkarskie oko zauważy zawsze jakieś spławienie się ryby, atak drapieżnika, zatoczkę ze wstecznym nurtem, wypłycenie, głęboczek, przeszkodę na dnie widoczną tylko przez delikatne zmarszczenie lustra wody.
Odra w Karłowicach jest idealnym łowiskiem zarówno dla wędkarzy amatorów, jak i tych, którzy przygotowują się do poważnych zawodów. Na pierwszy rzut oka łowisko na odcinku kilkuset metrów jest identyczne. Jednak wystarczy tylko przemieścić się o kilka metrów wzdłuż rzeki, aby stwierdzić, że wszelkie parametry łowiska ulegają zmianie.
Uciąg wody, głębokość, gradacja głębokości, roślinność, przeszkody – praktycznie wszystko! Warto w ramach treningu wybrać losowo trzy stanowiska, aby móc szybko zweryfikować naszą umiejętność czytania wody. Sprawdzimy swoją wędkarską elastyczność.
Odra w tym miejscu potrafi zaskoczyć swoją
życzliwością. Nie ulega dyskusji fakt, że jest to łowisko bardzo rybne. Dobrze przygotowany wędkarz jest w stanie, w czasie tury zawodów lub kilku godzin zwykłego wędkowania, złowić kilka kilogramów pięknych leszczy lub płoci, zmierzyć się z kilkoma garbusami, sandaczem, szczupakiem, brzaną lub wyrośniętym sumem. Można też bawić się za pomocą krótkiej wyczynówki ze stadem uklei. Dla każdego coś miłego. Taka jest Odra we Wrocławiu w okolicach Karłowic.
Opisywany odcinek rzeki po powodzi został wyregulowany. Koryto znajduje się pomiędzy wałami przeciwpowodziowymi, do których mamy około stu metrów. Dojście do rzeki jest bardzo wygodne, więc nie ma problemu, gdy chcielibyśmy skorzystać z wózków transportowych. Trzeba przyznać, że osoby, które planowały zagospodarowanie otoczenia koryta rzeki, doskonale zaplanowały podejścia i podjazdy. Mówię to zupełnie poważnie. Miejsca jest wystarczająco wiele, aby zorganizować zawody wędkarskie lub rodzinny, niedzielny piknik.
Problemem może być tylko absolutny brak cienia i schronienia w czasie deszczu i upałów. Bardzo ryzykowne jest też wędkowanie w czasie burzowej pogody. Robić to mogą tylko potencjalni samobójcy.
Wędkując w wodach karłowickiej Odry warto, przed wytypowaniem łowiska, wdrapać się na most drogowy i spojrzeć w nurt rzeki. Doskonale widać wszystkie wypłycenia i łachy. Problemem może być tylko znalezienie jakiegoś punktu odniesienia w bezpośredniej bliskości rzeki. Cechą specyficzną jest też fakt bardzo częstych wahań poziomów wody.
Nie są one znaczne, zaledwie o kilkanaście centymetrów, lecz za to niesamowicie częste ze względu na bliskość śluzy regulującej stan
żeglowny rzeki. Chcąc osiągać dobre wyniki, należy o tym stale pamiętać. Idealnym rozwiązaniem – miernikiem stanu wody – będzie sztyca podpórki, wyskalowana w dokładny sposób. Powinniśmy też pamiętać o tym, iż nurt wody nie przemieszcza się w korycie rzeki równomiernie. Woda bliżej powierzchni płynie zdecydowanie szybciej niż przy dnie. Rozmieszczenie obciążenia na żyłce powinno uwzględniać te różnice.
Rozwiązaniem może być zastosowanie ruchomego obciążenia. Na tym odcinku rzeki naszymi głównymi zdobyczami będą leszcze, płocie i okonki. Taki rybostan staje się determinantą w wyborze zestawów, technik i odległości wędkowania. Zauważyłem, że wędkujący korzystają tu głównie z trzech metod. Faworytem jest wędka wyczynowa długości 9 m z zestawem skróconym, obowiązkowo z amortyzatorami.
Metoda numer dwa, stosowana głównie przez zawodowców, to długie wędki wyczynowe, tzw. tyczki, którymi po odpowiednich modyfikacjach (kubeczki zanętowe) także się nęci. Trzecia metoda to wędka odległościowa z lekkim wagglerem. Jest ona stosowana głównie wtedy, gdy znacznie obniżony jest poziom wody. Musimy wtedy zwiększyć zasięg rzutu.
Podczas wędkowania rekreacyjnego same zdobycze nie są tak ważne. Naturalnie cieszy każda ryba, ale nie będziemy tu walczyć o każdy gram. Inaczej sprawa zdobyczy wygląda w trakcie zawodów. Z tym także wiąże się nęcenie. W czasie naszych spotkań z karłowicką Odrą zanęta musi być zawsze! Trzeba stosować stosunkowo dużo zanęt, bardzo aromatycznych, o doskonałej jakości. Zanęty muszą być dociążane i klejone.
Ja stosuję zawsze ziemię korzenną „Trofeum” i dużo biszkoptu też tego producenta. Używam zanęt tylko wiodących na rynku firm: „Traper”, „Trofeum”, „Dragon” i nie stosuję innych wypełniaczy. Na zanęcie nie oszczędzam.
Musimy pamiętać o komforcie wędkowania, ale także o tym, aby nasze zdobycze nie cierpiały. Niezbędne będą więc stosunkowo długie siatki do przechowywania ryb, podbieraki z długimi rączkami, wygodne siedzisko, wymysłem nie będą pomosty. Podczas długiego wędkowania warto zabrać ze sobą parasol wędkarski. Unikniemy dzięki temu udarów słonecznych oraz niespodziewanego przemoczenia deszczem.
Na opisywanym odcinku Odra przypomina bardziej kanał. Niby zimny, zmeliorowany, surowy odcinek rzeki. Niby.
Trzeba mieć nadzieję, że nasza miłość, miłość do otaczającego nas świata, pozwoli nam widzieć wiele więcej niż niedzielnym spacerowiczom. Że nasza wędkarska duma pozwoli nam – w imię miłości do natury – zgiąć plecy i podnieść pustą puszkę, rzuconą bezmyślnie reklamówkę, kawałki szkła. Pozwoli nam dążyć do wędkarskiej i zwykłej, ludzkiej doskonałości.


powrót
