Nasza strona wykorzystuje cookies ("ciasteczka")
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii by strona działała prawidłowo oraz w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z niniejszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Logowanie




Wyszukiwanie


 

WĘDKARSKIE STRONY

AKTUALNOŚCI

Przed godziną 21 nastąpiło bardzo energiczne branie. Ryba prawie ściągnęła mi wędkę z podpórki. Po zacięciu nastąpił trwający około 15 minut hol. Od razu czułem, że to nie leszcz. Ryba była bardzo silna i kilka razy wyciągała żyłkę z kołowrotka.



Po zacięciu ryba przykleiła się do dna, a po chwili poczułem typowe dla okonia szarpnięcia. Starałem się holować spokojnie. Nie wiedziałem, czy hak siedzi mocno w pysku, czy ryba zahaczona jest za skórkę. Czułem, że okonisko jest spore, a te największe osobniki potrafią rozerwać sobie pysk pod własnym ciężarem.


Po zacięciu poczułem, że to jest to! Ryba natychmiast popłynęła z nurtem. Dokręciłem hamulec. Brzana próbowała walczyć w nurcie kilka minut, po czym zatoczyła koło w spokojnej wodzie i podpłynęła pod główkę, na której siedziałem. Pozwoliłem rybie jeszcze trochę poszaleć i w końcu już zmęczoną wprowadziłem do podbieraka.



Przez chwilę miałem wrażenie zaczepu. Na wszelki wypadek mocno zaciąłem. Pół metra pod wodą dostrzegłem niewyraźny błysk jasnego cielska ryby. Powstały na wodzie wir nie pozostawiał złudzeń, że mam na wędce olbrzyma.


Specjalnie dla wszystkich Fanów Rybomanii publikujemy oficjalną listę marek i wystawców, które pojawią się na wydarzeniu.


W ruch poszła delikatna okoniówka z żyłką 0,16 mm. Jako przynęty użyłem białego twistera 8 cm. Odpłynąłem od brzegu na długość rzutu i posłałem przynętę na płytką wodę porośniętą kapelonami. Po kolejnym rzucie guma spadła pod samym brzegiem i poczułem bardzo mocne uderzenie.



Z kołowrotka zniknęło 300 metrów żyłki 0,30 mm! Na szczęście wędka była zabezpieczona przed ściągnięciem, a rozciągliwość żyłki nie pozwoliła rybie się zerwać. Po odzyskaniu około 50 metrów żyłki natrafiłem na opór nie do pokonania.


Zanętę podaliśmy około 70 m od brzegu na głębokość 4,5 m i czekaliśmy na pierwsze brania. Kolejny dzień przywitał nas zachodnim wiatrem i zachmurzonym niebem. Około siódmej rano usłyszałem pisk sygnalizatora. Karp bardzo szybko uciekał na środek jeziora, a po zacięciu zaczął krążyć w toni.


WYDARZENIA

Jurajski Salmoklub w Częstochowie zaprasza na XXII Puchar Warty w dniach 17–18 marca 2018 r. Zawody w kategorii muchowej odbędą się 17 marca (sobota), a w kategorii spinningowej 18 marca (niedziela).
W dniach 4.09 – 14. 09 2017 odbyły się w Norwegii po raz 11 Zawody Hitra Team Cup w połowach ryb morskich. Wystartowało 20 ekip z Norwegii, Szwecji, Holandii, Niemiec i z Polski.


Jak chronimy drapieżniki


Bardzo lubimy łowić sandacze, szczupaki i sumy, ale też ryby łososiowate, i nie ulega wątpliwości, że trzeba je chronić bardziej niż inne gatunki. Granice tej ochrony są jednak nad wodą różnie komentowane.

Jedni chcą je łagodzić, inni bardziej zaostrzać.
Co jakiś czas powracają pomysły, aby wzorem krajów anglosaskich zafundować naszym drapieżnikom, np. szczupakowi i sandaczowi, również górny wymiar ochronny. Ale propozycje te nie znajdują na razie na polskim gruncie wielu entuzjastów. Może dlatego, że w wielu akwenach niełatwo o wymiarową sztukę, a naukowcy nie popierają tworzenia populacji wyrośniętych ryb. Okazuje się bowiem, że najlepsze geny przekazują średnich rozmiarów tarlaki – czyli tej wielkości ryby, które wędkarze chętnie widzieliby na haczyku.

Tymczasem przeciwnicy szerokiego i, co podkreślają, często dziurawego parasola ochronnego optują za skracaniem i przesuwaniem okresów ochronnych, aby dopasować je do polskich realiów – nawet za cenę podwyższenia wymiarów ochronnych. Są również za przywracaniem wędkarzom wcześniej odebranych przywilejów, jak np. możliwość stosowania podrywki wędkarskiej czy łowienia dwiema wędkami pod lodem. Mają wiele pomysłów, bardziej lub mniej trafnych, z którymi warto się zapoznać.

Okresy ochronne
Wiemy, że są potrzebne dla gatunków drapieżnych. Ale czy w niektórych przypadkach nie ma przesady w ich rozpiętości?
Weźmy na przykład suma. Od 1998 roku został objęty ochroną w okresie od 1 listopada do 30 czerwca, z wyjątkiem Odry poniżej ujścia Warty, gdzie okres ochronny trwa od 1 marca do 31 maja. 
Kuriozum tego przepisu polega na tym, że dzieli się polskie wody śródlądowe, w tym również Odrę, na takie, w których to wąsacz potrzebuje 8-miesięcznej ochrony, i na takie, gdzie właściwie można go łowić przez okrągły rok. Ministerialni urzędnicy, twórcy owej nowinki, uzasadniali, że ten region kraju jest najcieplejszy, co skutkuje wcześniejszym tarłem wielu gatunków ryb. To ciekawe, bo miętusa w dolnej Odrze w ogóle pozbawiono okresu ochronnego. Widocznie nie powinien żyć w tej „cieplarni”, bo tarło odbywa zimą w wyjątkowo chłodnej wodzie. Niektórzy wędkarze się śmieją, że był to pomysł jednego z dzierżawców rzeki, który chciał się pozbyć największych pożeraczy ikry – i tak pozostało do dziś.

Co się tyczy zaś pozostałych wód, to ochrona suma przez tak długi okres nie ma większego uzasadnienia. Przede wszystkim dokładnie nie wiadomo, kiedy wąsacz wyrusza na tarło. A gdy już wyruszy (a to wiadomo na pewno), nie tworzy stad tarłowych i w związku z tym nie jest narażony na przypadkowe podhaczanie i masowe odławianie sieciami. Chronić sumy oczywiście trzeba, ale w okresie jesienno-zimowym, gdy kładą się w zagłębieniach rzeki jeden obok drugiego i są łatwe do wytropienia. Dlatego najlepszym rozwiązaniem byłby okres ochronny trwający od 15 października (wtedy sum przestaje żerować) do końca kwietnia albo maja.

Spośród innych gatunków warto przyjrzeć się troci wędrownej, a może nawet i łososiowi. Te ryby są objęte okresem ochronnym trwającym od 1 października do 31 grudnia (poza Wisłą i jej niektórymi dopływami, gdzie obowiązują inne przepisy). W opinii wielu miłośników zimowych eskapad, już w grudniu (albo przynajmniej od 15 grudnia) powinno się zezwolić na sportowy połów tych salmonidów. Powodów jest przynajmniej kilka. Ale jeden przemawia za tą propozycją aż za nadto: przed świętami nasila się kłusownictwo w pomorskich rzekach, a z doświadczenia wiadomo, że obecność trociowych wędkarzy nad wodą jest na kłusoli najlepszym straszakiem.

Zaostrzenia w Regulaminie PZW
Związkowy „Regulamin amatorskiego połowu ryb” też warto przewietrzyć. Jest w nim kilka niefortunnych i mało logicznych zakazów. Bodaj najbardziej irytujące wędkarzy są wydłużone okresy ochronne dla sandacza i szczupaka. Państwowe przepisy zezwalają na łowienie tych ryb jeszcze w styczniu i lutym (z wyjątkiem szczupaka w rzekach), a przepisy związkowe na wodach PZW kategorycznie tego zabraniają (nie zabraniały jedynie w sezonie zimowym 1998 – 99).
I oto od 10 lat mamy taką sytuację, że w styczniu i lutym w zamarzniętych jeziorach spółek rybackich wędkarze mogą łowić sandacze i szczupaki, a w związkowych jeziorach nie mogą. Jeżeli mają w swojej okolicy takie akweny do wyboru, nietrudno zgadnąć, gdzie zapłacą za wędkowanie na początku sezonu. Tych wspaniałych drapieżników przecież drastycznie nie ubędzie, gdy zezwolimy na ich połów wyłącznie z pokrywy lodowej. Ktoś powie, że w styczniu i lutym są nabite ikrą... A w grudniu nie są? Sandacza i szczupaka wcale nie jest tak łatwo zimą namierzyć i przechytrzyć. Kto często wędkuje pod lodem, ten dobrze wie, że sporadycznie udaje się te ryby wyholować. Zresztą samo wprowadzenie ryby do przerębla wymaga nie lada kunsztu i opanowania. Więc po co jeszcze wędkarzom tę przyjemność odbierać.

Kolejnym kwiatkiem w naszym „Regulaminie” jest srebrnooki boleń, nazywany żartobliwie „łososiem dla ubogich”. Rybka zwinna, sportowa, łowiona przez spinningujących wędkarzy głównie w dużych i średnich nizinnych rzekach.
Przepisy państwowe nie przyznały boleniowi okresu ochronnego. Za to Związek dał mu aż cztery miesiące wytchnienia (wytchnienia pozornego, o czym będzie mowa dalej), począwszy od 1 stycznia do 30 kwietnia. I tak dla „ubogich” pozostał w tym okresie tylko łosoś pomorski.
Doprawdy trudno zrozumieć, jakie przesłanki przyświecały autorowi bądź autorom tego przepisu, bo, jak wiadomo, boleń nie ma większego znaczenia gospodarczego, a jego mięso nie należy do rozchwytywanych na pniu rarytasów. Większość wędkarzy wypuszcza te ryby z powrotem do rzeki i... wcale niełatwo je złowić. Dlaczego więc je chronimy?

Zachodnie technologie i patenty
Przed trollingiem, który jest popularną metodą łowienia ryb drapieżnych w Ameryce, Skandynawii i na wszystkich morzach i oceanach świata, broniliśmy się przez wiele lat. W końcu udało się metodę umocować w „Dzienniku Ustaw” i „Regulaminie”. Wreszcie mogliśmy zakosztować na polskich wodach zakazanego „Big Game”. Niestety, tylko za pomocą jednej wędki... Czyżby trollingowanie było skuteczniejsze od dwóch zarzuconych żywcówek? Euforia i tak nie trwała długo. Wiele zarządów okręgów z roku na rok uszczuplało areał wód przeznaczony dla amatorów trollingowania i sukcesywnie pozbywało się awangardy polskiego wędkarstwa. Zapewne zapominając o tym, że wytrawni trollingiści potrafią zostawić mnóstwo pieniędzy u gospodarza rybnej wody, a przy okazji w okolicznych pensjonatach, sklepach wędkarskich i na stacjach benzynowych, bo silnik w trollingu, podobnie jak kolebiąca się na boki przynęta, pracuje bez wytchnienia.

Jeżeli nadal będziemy zabraniać trollingowania, wędkarze bez wahania przeniosą się z łodziami w inne regiony kraju. I zapłacą podwójnie, aby tylko przejechać się swoją dorożką po falach.
Broniliśmy się również przed echosondą, która jest dzisiaj zamocowana niemal na każdej łodzi wędkarskiej. Wciąż bronimy się przed metodami, które polegają na prowokowaniu ryb drapieżnych za pomocą przynęt poruszanych w pionie. Tak można łowić ryby tylko spod lodu, ale z łodzi już nie.
Słowacy z powodzeniem stosują ten sposób na okonie, sandacze i szczupaki. I dziwią się, dlaczego w Polsce takiej techniki się zabrania. Bo właściwie po co ograniczać wędkarza w tej materii. Jeżeli chce, niech prowadzi przynętę w pionie, na skos, poziomo i metr nad powierzchnią wody. Ma używać regulaminowych przynęt, przestrzegać limitów, wymiarów oraz okresów ochronnych – i tyle.

Nowa moda – no kill
Podobno wszystkie przepisy można jakoś obejść. W wędkarstwie pokazali to niektórzy zwolennicy metody „złów i wypuść”, czyli „no kill”. Dla tych wędkarzy, rekrutujących się głównie z pokoleń internetowo-komórkowych, nie istnieją żadne okresy i wymiary ochronne, nie ma limitów dobowych, nie ma też rejestracji połowów wędkarskich, bo przecież złowione ryby wypuszczają z powrotem do wody. Nawet jeśli gospodarz łowiska zdecyduje, że podstawą do wydania kolejnego zezwolenia jest zwrot wypełnionego rejestru połowów wędkarskich z roku poprzedniego, „nokilowiec” wpisze popularną regułkę „wszystkie złowione ryby wypuściłem”.
I co, gospodarz nie wyda mu zezwolenia? Wyda, bo przecież najlepsi są tacy wędkarze, którzy wypuszczają złowione ryby i jeszcze za nie płacą.
Dawniej, aby pochwalić się wyholowanym okazem, wędkarz musiał złowić go zgodnie z przepisami i raczej rzadko udawało się zwrócić rybie wolność. Dzisiaj są tacy, którym wystarczy szybka fotka „wypasioną” komórką i błyskawiczne przesłanie kolegom MMS-a lub zamieszczenie fotki w Internecie. Nieważne, czy ryba jest w okresie ochronnym czy nie jest. Liczy się tylko okaz, bo przepisy wędkowania nie zabraniają, a zakaz dotyczy jedynie zabierania chronionych gatunków z łowiska (np. w Szwecji wędkowanie w rzekach, do których wpływają tarlaki ryb łososiowatych, jest dozwolone tylko poza okresem ochronnym).
Gdyby wszyscy wędkarze stosowali zasadę „no kill”, zapewne wiele przepisów nie miałoby większego sensu. Ale tworzono by nowe, egzekwujące prawo chronionych ryb do spokojnego żerowania, bezpiecznego odpoczynku i niczym niezakłóconej wędrówki na tarliska.

Drapieżniki są podobno naszym oczkiem w głowie. Zatem chrońmy je, zarybiajmy nasze wody, walczmy z kłusownikami i trucicielami wód, ale nie ograniczajmy sami sobie przyjemności z wędkowania.

Andrzej Zieliński
| Share

Komentarze




26.07.2011
13:20
Jeśli o mnie chodzi to jak najbardziej popieram zasadę wypuszczania złowionych ryb, może nie wszystkich i nie zawsze, ale jednak. Wypuczając rybę w zasadzie nie zastanawiam się nad tym, nie muszę nabijać sobie umysłu w myślach powtarzając sobie regułkę "wypuść ją!" Efekt jest jednak taki, że bardzo rzadko wracam z rybą do domu, prawie wszystkie wracają do wody i nie mam zamiaru nikogo namawiać do takiego sposobu obchodzenia się ze złowioną rybą. wracając do artykułu Pana Andrzeja, nie odczułem aby Pan Zieliński obraził mnie swoją wypowiedzią "internetowych dzieci" czy jak tam to nazwał. Nazwał jak nazwał, artykuł w głównej mierze obstaje po naszej stronie, po stronie wszystkich wędkarzy całkowicie odcinając się od dziwnych zapisów kierowanych przez ZG PZW.
Interpretujecie każdy zapis na własną modłę i tak jak wam pasuje, dochodzę do wniosku że gdyby nawet wam d... miodem wysmarowano i tak było by źle.
Dziwię się, wam ludziom rzekomo wykształconym o rozumowanie spraw tak oczywistych w sposób całkowicie wam uwłaczający.
[Link do komentarza]
Marszal

Marszal

23.08.2009
18:15
Panie Zbigniewie.
W środowisku, w którym jestem nawet przez myśl nikomu nie przeszło, aby w okresie ochronnym polować na gatunki nim objęte. Organizując nasze spotkania oraz indywidualne wyprawy mamy na uwadze aby nie niepokoić tych ryb, ktore w danej chwili są pod ochroną poprzez dobieranie metod połowu i sprzętu, łowisk oraz przynęt. Udaje się to na tyle dobrze, że praktycznie nigdy nie występuje zjawisko złowienia gatunku chronionego.
Co do skrócenia okresów ochronnyxh na niektóre ryby w zamian za zakaz ich zabierania mogę wypowiadać się jedynie za siebie. Jestem za, ale nie może być to usprawiedliwieniem dla zaniechania ochrony rzek i innych wód podczas całego roku przez organy do tego powołane. Każda składka zawiera skladnik "na ochronę wód" i na takie cele ma zostać przeznaczona. Niestety ciągle nagminnym jest nieczęste spotykanie organów kontrolnych nad wodami, a jeżeli już, to odnoszę wrażenie że unikają one miejsc ogólnie znanych z zakusów kłusowniczych, sytuując się w miejscach, w których łowią pojedynczy wędkarze, najszęsieciej posiadający stosowne pozwolenia.
Na zakończenie poproszę o zaniechanie generalizowania pewnych zachowań, ponieważ w pośpiechu i bez przemyślenia napisane słowa mogą zostać odebrane jako próba deprecjacji pewnych metod wynikających z chęci ochrony gatunków zamieszkujących dane wody. Skoro często nie możemy liczyć na należytą ochronę wody, napotykamy panujące wszem kłusownictwo (niestety wśród wędkarzy również) oraz chęć zaspokojenia próżności przez tych, którzy koniecznie muszą wrócić do domu z naręczem ryb, naszą odpowiedzią jest zwracanie ryby wodzie - zawsze ma większą szansę przeżycia niż ryba zjedzona. Jeżeli natomiast napotykamy na swojej drodze wędkarza, który chce zabrać regulaminową rybę w regulaminowy sposób, nie potępiamy tego bo ma do tego pełne prawo, a jedynie chcielibyśmy aby miał świadomość, że zasoby tej czy innej wody nie należą do niewyczerpanych i trzeba zachować je w równowadze.
[Link do komentarza]
Docio

Docio

23.08.2009
14:26
Kolego Marszal.
Nadal stoję w przekonaniu, że niewiedza jest przeogromna a wspomniane Koło Grodzkie jest przykładem chybionym i mam nadzieję, ze obaj mamy tego świadomość.
Jestem też przekonany, że autor artykułu nie jest przeciwnikiem "No kill" ani "C&R" lecz przedstawia problem okresu ochronnego i połowu w tym okresie gatunków chronionych, własnie pod przykrywką wspomnianych trędów. Proszę zauważyć, ze zakaz połowu konkretnych gatunków w czasie trwania okresu ochronnego jest błednie rozumiany przez wędkarzy "myślących inaczej", którzy ten zapis rozumieją jako zakaz zabierania ryb, a egoistyczną potrzebę połowu tłumaczą "no kill". Jestem przekonany, że obaj, jak i inni użytkownicy internetu oraz telefonów komórkowych, rozumiemy różnicę pomiędzy niezaspokojoną i egoistyczną postawą a przyłowem. Niestety, pokolenie" internetowo komórkowe" wysługuje się tymi szlachetnymi trędami.

W sprawie "C&R" i forum Jerkbait niewiele mogę powiedzieć, gdyż nie jestem użytkownikiem tego forum. Jeśli jednak jest ono tylko w połowie tak pozytywnym środowiskiem jak kolega je przedstawia, to jestem przekonany, że zgodziliby się na skrócenie okresów ochronnych z jednoczesnym zakazem zabierania ryb w tych terminach. Choćby tylko po to aby byli nad wodą, spędzali czas z naturą i tym samym ograniczyli działania kłusowników, którzy czują się władcami wody, własnie w okresach ochronnych.
Pozdrawiam serdecznie
Internetowy rzecznik redakcji
Zbyszek Stanisz
[Link do komentarza]
Marszal

Marszal

23.08.2009
13:28
Szanowny Panie Rzeczniku. Pana odpowiedź niestety utwierdza mnie w przekonaniu, że artykuł Pana Zielińskiego wymierzony jest przeciwko metodzie "złów i wypuść". Nie jest to oczywiście wyartykułowane w sposób bezpośredni, ale miedzy wiesszami pada kilka stwierdzeń decprecjonujących to środowisko. Pana odpowiedź również generalizuje zjawisko podtrzymania niechęci do tej metody. Stwierdzenie "jakiekolwiek forum" jest stwierdzeniem właśnie generalizującym zagadnienie, podtrzymującym nałożenie złej opinii na środowisko C&R. Proszę spojrzeć na forum Koła Grodzkiego w Jeleniej Górze (www.grodzkie.pl) lub Jerkbait'a. Czy do tych zapisów pasuje Pana stwierdzenie o przytoczonym przez Pana chwaleniu się wątpliwymi regulaminowo sukcesami?
Pozdrawiam
Mariusz Szalej
@Marszal
[Link do komentarza]
Docio

Docio

23.08.2009
10:47
No cóz, każdy ocenia tekst tak jak go rozumie. Red. Andrzej Zieliński opisuje przypadki w aspekcie ochrony ryb a nie jako poradnik "wędkarza całorocznego". Zupełnie inną sprawą jest, że pokolenie "dzieci neo" lub jak je określił "internetowo-komórkowe", stosuje zasadę, że jak coś nie jest zabronione, to jest dozwolone, a to wyjątkowo szkodliwe podejście.
Nie ma co ukrywać, że dekadę temu młodzież cierpiąca na wszelkie przypadłości z dys- na początku, obecnie dorosła i nie rozumiejąc niczego, bo niczego nauczyć się nie musiała, szuka swojego miejsca we współczesnym świecie, bo taka jest moda towarzyska. Znajduje je również w wędkarstwie zdobywając kartę wędkarską w przeróżny sposób, niekoniecznie legalny, a to aspekt godny napiętnowania. Wystarczy wejść na jakiekolwiek forum wędkarskie aby poczytać jak jeden z drugim chwali się złowionymi rybami w sposób zakazany lub co gorsza w okresie ochronnym. Totalny brak znajomości podstaw przepisów obowiązujących każdego wędkarza, to wręcz "choroba" wędkarska, a poziom pisowni przyprawiłby nie jednego polonistę o palpitację serca.

Drogi kolego Marszal. Nie ma się o co obrażać ani unosić. Może warto przeczytać jeszcze ze dwa razy ten tekst na spokojnie i dopiero wyciągnąć jakiekolwiek wnioski.
Pozdrawiam serdecznie
Internetowy rzecznik redakcji
Zbyszek Stanisz
[Link do komentarza]
kryst

kryst

23.08.2009
10:45
Przeczytałem dwa artykuły w WW, napisane przez p. Zielińskiego (super słownictwo - rodem z zebrania partyjnego jedynie słusznej partii - prawdziwy bełkot), a także artykuł podpisany PO (wiem, wiem kto się tak podpisuje) i ..... szczerze powiem, że nie wiem o co autorom chodzi. No cóż, może nie obejmuję tego swoim "małym" rozumkiem. Więcej nie będę pisał na ten temat, bo myślę, że chodzi tylko o zbliżające się jakieś wybory w PZW, a nie o merytoryczne rozwiązanie spraw połowów wędkarskich. Może ww. autorzy pokusiliby się o szczegółowy opis: "jak to się robi z innych krajach". Dziennikarzom jest łatwiej zbierać wiarygodne informacje u "źródeł" jak i od zwykłych wędkarzy. Podobał mi się komentarz prof. Bartla - On przynajmniej ma swoje zdanie.
[Link do komentarza]
Marszal

Marszal

22.08.2009
19:44
No cóż, każdy mierzy świat swoją miarą. Pan red. Zieliński swoją miarkę pokazał. Przyklasną mu "wędkarze" odbijający sobie kartę zabieranymi rybami, nawet znajdą w artykule usprawiedliwienie la swojego mięsiarstwa. Natomiast mnie obraził, nazywając dzieckiem internetowo-komórkowym. Mam wypasioną komórkę, bo mam na to ochotę, jest mi potrzebna do pracy i jest dostatecznie tania by ją mieć; mam internet i w nim jestem, bo mam taką ochotę i ryby dalej będę wypuszczał, bo na to też mam ochotę. Jakoś mnie przez głowę nawet nie przeszło, by na pstrgi polować we wrześniu, na bolenie przed majem, itp. Ale skoro dla pana Zielińskiego potrzebny jest aż regulamin by zrozumieć takie oczywistości - jego sprawa. Nie życzę sobie wyzywania mojej osoby, ponieważ nic sprzecznego z regulaminem nie robię. A jeśli pan Zieliński chce zabłysnąć, niech pokaże ile pracy włożył jako redaktor w poprawę jakości naszych wód. Niestety czytając WW jego pracy nie widać. Taki mamy świat, w którym są Ci, którzy coś wartościowego robią i milczą i są ci, którzy jedynie "kłapać piórem" potrafią. Tylko czemu za nasze pieniądze. Chyba przestanę to coś czytać jeżeli takie obelgi będą w nim drukowane.
Mariusz Szalej
Wędkarze etyczny, wypuszczający wszystkie złowione ryby, aby taki pan redaktor jak Andrzej Zieliński miał co łowić.
[Link do komentarza]

KOMENTOWANE

Trują nam Wisłę wszystkim co popadnie bo to duża rzeka...
mareczek
Dbajmy o nasze wody, i o stworzenia je zamieszkujące ....
amoildiavolo
odszedł od nas wspaniały człowiek.bedzie brakło go...
grzegorz39
Odszedł od nas jeden z nas . Odszedł człowiek który nad...
viking2015
Ten był przed 34 kg ale uważam że powinny się do rekordu...
amurek
Odszedł od nas prawdziwy mistrz sztuki wędkarskiej który...
amurek
Świetny artykuł Panie Piotrze! Chciałem się spytać...
Hanger
Mistrz może byc tylko jeden he he ps czy ktoś wie może co...
foka111
Kręciłbym jak złodziej na zeznaniach
bartaazzz
Pierwsza trzydziestka? W tabeli rekordów WW podano , że...
halski021
Wykręcił bym nim wszystkie złe oceny z dziennika....
szuja2108
Witam. Bardzo fajny pomysł z Waszym programem. A może...
qbassmanutd
Nasz klub tj. Podlaski Klub Spinningowy BARWENA przyłącza...
barwena

SONDA

Jakie jest Twoje zdanie na temat posiadania i używania echosondy?
Mam i używam
Nie mam, zamierzam nabyć
Nie jestem zainteresowany posiadaniem i używaniem.
 
Czy jesteś za wprowadzeniem górnych wymiarów ochronnych ryb?
Tak
Nie
Nie mam zdania
 
Jaka jest średnia kwota Twoich rocznych wydatków na sprzęt wędkarski?
do 200 zł
od 200 do 500 zł
od 500 do 1000 zł
od 1000 do 2000 zł
od 2000 do 5000 zł
powyżej 5000 zł
 
Czy w ciągu ostatniego roku dokonywałeś zakupów w internetowym sklepie wędkarskim?
Tak - kilka razy.
Zdarzyło się raz czy dwa...
Nie, ale pewnie niedługo spróbuję.
Nie i nie mam zamiaru.
 

W NASTĘPNYCH WW

WĘDKARSTWO PODLODOWE

Na ostatnim lodzie – Sebastian Kowalczyk
WĘDKARSTWO SPINNINGOWE

Polowanie na morskie trocie – Kamil Walicki
WEDKARSTWO GRUNTOWE

Koszyk z pętelką – Piotr Berger
A TAKŻE:

Szkółka batmana Akademia „WW” a w niej m.in.: Karp dla zaawansowanych Najlepsze przynęty mistrzów muszkarstwa