Nasza strona wykorzystuje cookies ("ciasteczka")
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii by strona działała prawidłowo oraz w celach statystycznych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z niniejszej strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia.

Logowanie




Wyszukiwanie


 

WĘDKARSKIE STRONY

AKTUALNOŚCI

Nad zbiornik Przykona wybrałem się 14 maja. Celem były karpie i amury. Rozłożyłem wszystkie graty i zabrałem się do nęcenia łowiska. Nic się nie wydarzyło ani pierwszego dnia zasiadki, ani w nocy. Dopiero przed godziną 10 rano nastąpiło gwałtowne branie.



Mój pierwszy większy pasiak miał 51 cm. Złowiłem go z lodu. Kolejnego dużego okonia trafiłem na Wersmini. Miarka pokazała 56 cm! Ten rekord ciężko będzie mi pobić. Każdy okoń powyżej 50 cm to radość i ogromna satysfakcja. Nawet nie spodziewałem się, że kolejny pięćdziesiątak czeka na mnie w „bajorze” koło mojego domu.


W dniach wolnych lub po pracy jeżdżę nad żwirownię Torki. Żwirownia Torki to bardzo ciekawe i rybne łowisko. Można tu złowić okazałe karpie, amury, liny, leszcze i karasie. Spinningiści mogą zapolować na drapieżniki. Trafiają się nawet sumy. Ponieważ ryb jest zatrzęsienie, łowię na bułkę. Zazwyczaj bez specjalnego przygotowania i nęcenia.



Nad jeziorem Mamry mam swoją miejscówkę na duże szczupaki. To nawet nie miejscówka, tylko miejscówki – trzy płytkie blaty porośnięte w ciepłych miesiącach moczarką. Właśnie na jedną z tych płycizn przypłynąłem 18 maja o godzinie 5 rano.


Po zacięciu zobaczyłem wielki wir pod powierzchnią i ryba przymurowała. Pomyślałem na początku, że to boleń. Przez dłuższy czas nie mogłem podnieść przeciwnika z dna. Ryba jeszcze przez chwilę krążyła w nurcie, aż w końcu ukazał mi się wielki kleń.


WYDARZENIA

Sobotni poranek 4 czerwca nad zalewem Sidłowo przywitał ciepłą, słoneczną aura. Napawało to optymizmem, że 1 Spławikowe Zawody dla dzieci niepełnosprawnych zaliczymy do udanych. Adepci Świdwińskiej Szkółki Wędkarskiej gotowi i zwarci witali pierwszych uczestników imprezy. Nadszedł czas aby otworzyć pierwsze w powiecie świdwińskim zawody dla Dzieci niepełnosprawnych. Jak się później okazało była to bardzo udana impreza.



Z przyjemnością pragniemy poinformować, iż w dniach, 01 – 03.07.2016 na jeziorze Szczycionek (ok. 30 km od Olsztyna), odbędą się XXXV Akademickie Mistrzostwa Polski w wędkarstwie spławikowym.



Pierwsza edycja Targów Rękodzieła ukazała, że można połączyć życie zawodowe i pasję wraz z integracją. Edycja druga zapowiada się jeszcze ciekawiej.



Płytki trolling


Jednym z najpowszechniejszych problemów, z którymi borykają się wędkarze stosujący metodę trollingu, jest dobór i sprowadzenie przynęty na odpowiednią głębokość. Zwykle zmartwieniem wędkarzy jest zbyt płytka praca przynęty. Stąd poszukiwania tzw. deep runnerów, stosowanie dociążeń na potrójnych krętlikach, tonących parawanów lub downriggerów. Zdarzają się jednak sytuacje odwrotne, kiedy trzeba sobie poradzić z trollingiem na bardzo płytkiej wodzie.

Kilka lat wstecz żyłem w wędkarskim przeświadczeniu, że trolling w wodzie o głębokości mniejszej niż 3 metry traci jakikolwiek sens, jeśli nie jest to sporadyczne trącanie woblerem o górki, kamienie i inne przeszkody. Pierwsze wątpliwości zasiał we mnie znajomy Szwed – lokalny guru wędkarski, który zarekomendował mi pewne łowisko szczupaków, zastrzegając: „Tylko jesień i tylko slow trolling”. Nie pytałem o szczegóły, uznając, że slow trolling to po prostu spowolniony trolling, który z jakiegoś powodu i chyba wbrew logice miałby być skuteczniejszy na jesienne esoxy niż metody konwencjonalne. Zastanawiałem się jednak nad innym problemem. Jezioro (jedno z kompleksu połączonych ze sobą) ma prawie 700 hektarów, ale średnia głębokość wynosi 2 metry, przy maksymalnej 3,2 m. Poppery, jerki, klasyczny spinning – to wszystko mogło tam zadziałać. Ale jak trollingować na tak płytkiej wodzie? Czy to w ogóle ma jakiś sens?

Slow trolling
Pojęcia szybkiego i wolnego trollingu są bardzo względne. Dla jednego prędkość 4 km/h jest już duża, inni dopiero przy takiej widzą sens „dorożki”. Tymczasem prędkość łodzi względem brzegu to niejedyny parametr trollingowych łowów. Do uwzględnienia jest jeszcze uciąg wody, tor ruchu łodzi, rodzaj i charakter pracy przynęty, a także mnóstwo innych czynników, których dostrzeżenie i uwzględnienie wynika z doświadczenia. Dlatego slow trolling – wbrew swojej nazwie – to nie zbiór uniwersalnych reguł i sztywnych zaleceń dotyczących prędkości łodzi, a raczej pewna koncepcja łowienia.

W szwedzkim wykonaniu polega ona na powolnym, metodycznym obławianiu rozległych, najczęściej niezbyt głębokich łowisk, zazwyczaj za pomocą specjalnych zestawów z kulą wodną lub parawanem, przy użyciu sztucznych przynęt bądź martwej rybki*. Metoda slow trollingu jest wręcz stworzona do poszukiwania okazów drapieżników na łowiskach, w których kryjówki ryb (a więc i same ryby) występują w rozproszeniu. Klasycznym przykładem łowiska jest duża zatoka jeziora, o mniej więcej równej i niespecjalnie dużej głębokości, niezbyt zasobna w wysokie rośliny podwodne, za to obfitująca w pojedyncze kamienie lub ich grupki. Punktowe spinningowanie jest wtedy dość trudne, ze względu na problemy z lokalizacją stanowisk. Choćby dlatego, że na płytkiej wodzie obszar „widziany” przez większość echosond jest bardzo mały. Trolling w takich miejscach statystycznie daje szansę obłowienia większej ilości kryjówek w krótszym czasie. Nie jest to oczywiście obłowienie tak precyzyjne, jak przy spinningowaniu, ale przy agresywnym, jesiennym żerowaniu drapieżników precyzja podania przynęty nie jest tu kluczowym zagadnieniem.

Z kulą wodną
Najprostszym sposobem na slow trolling jest „dorożka” z pustą (zakorkowaną) kulą wodną. Do oczka kuli wodnej przymocowujemy, dla wygody operowania, duże kółko łącznikowe. Na to kółko zakładamy gumkę recepturkę – i osprzęt mamy już gotowy. Teraz wystarczy nadać odpowiednią prędkość i prosty kierunek łodzi, wypuścić przynętę na mniej więcej 3–4 metry, a następnie zacisnąć gumkę z kulą na żyłce lub plecionce. Pozostaje jeszcze wypuszczenie przynęty na pożądaną odległość, co na płytkim, pełnym zaczepów łowisku nie jest takie proste, szczególnie w przypadku przynęty tonącej. Najlepiej jest nadać łodzi prędkość większą niż trollingowa i, przyciskając kciuk do rantu szpuli, z wyczuciem oddawać linkę, od czasu do czasu podciągając w górę zestaw dla pewności, że nie wszedł w zaczep. Warto przynętę wypuścić dalej niż zwykle, a po zablokowaniu kołowrotka i powrocie do prędkości trollingowej łódź prowadzić łagodnymi zakosami. Nie będziemy wówczas łowić w samym kilwaterze, w którego nęcące właściwości  trudno jest uwierzyć na łowisku o głębokości 2 metrów. Podczas holowania ryby trzeba pamiętać o takim manewrowaniu wędką, aby w końcowej fazie holu móc zerwać jednym szarpnięciem kulę. Drugim sposobem wykorzystywanym w metodzie slow trollingu (i trollingu w ogóle) są pływające parawany, wykonane zazwyczaj ze specjalnej pianki.

Oprócz funkcji wypornościowej pełnią one dodatkowo inne ważne zadanie. Dzięki swojej konstrukcji odprowadzają przynętę na bok względem toru łodzi. W klasycznym trollingu rozwiązanie to umożliwia łowienie na większą liczbę wędek z jednej łodzi**. W slow trollingu pozwala zaś uniknąć łowienia w kilwaterze lub jego bezpośrednim sąsiedztwie. Dzięki temu nie ma potrzeby pływania po łowisku zakosami.

Przynęty
W płytkim trollingu zastosować można praktycznie każdą, dozwoloną prawem i lokalnym regulaminem przynętę. W modelu skandynawskim często są nią martwe rybki zbrojone specjalnymi systemikami. Świetnie nadają się też niemal wszystkie przynęty sztuczne. Po nabraniu wprawy w ustalaniu prędkości łodzi, odległości holu, długości odcinka między elementem wypornościowym a przynętą, używać można z powodzeniem woblerów, które w normalnych warunkach trollingowych pracują metr – dwa głębiej, niż wynosi głębokość łowiska do płytkiego trollingu. W przypadku łowisk, na których często trzeba uciekać od wypłyceń, skałek, płytkich rantów, lepiej jest, jeśli są to woblery pływające. Po napłynięciu na wypłycenie wystarczy bardzo zwolnić i na minimalnej prędkości wrócić na właściwy tor – wobler będzie wtedy płynął praktycznie tuż pod powierzchnią, za elementem wypornościowym. Oczywiście w płytkim trollingu można stosować też woblery płytko pracujące bez żadnych elementów pośrednich, ale często za sprawą „płytkiej” konstrukcji sterów ich praca nie jest satysfakcjonująca. Trudniejsze w prowadzeniu, ale bardzo skuteczne są też duże błystki wahadłowe, rippery, a także woblerogumy.

*  w RAPR dozwolone jest w trollingu używanie tylko przynęt sztucznych
**  w RAPR dozwolone jest łowienie na jedną wędkę trollingową, ale parawany mogą być przydatne przy większej liczbie wędkarzy na dużej łodzi

Artur Gąsiorkiewicz
| Share

REKLAMA

KOMENTOWANE

Trują nam Wisłę wszystkim co popadnie bo to duża rzeka...
mareczek
Dbajmy o nasze wody, i o stworzenia je zamieszkujące ....
amoildiavolo
odszedł od nas wspaniały człowiek.bedzie brakło go...
grzegorz39
Odszedł od nas jeden z nas . Odszedł człowiek który nad...
viking2015
Ten był przed 34 kg ale uważam że powinny się do rekordu...
amurek
Odszedł od nas prawdziwy mistrz sztuki wędkarskiej który...
amurek
Świetny artykuł Panie Piotrze! Chciałem się spytać...
Hanger
Mistrz może byc tylko jeden he he ps czy ktoś wie może co...
foka111
Kręciłbym jak złodziej na zeznaniach
bartaazzz
Pierwsza trzydziestka? W tabeli rekordów WW podano , że...
halski021
Wykręcił bym nim wszystkie złe oceny z dziennika....
szuja2108
Witam. Bardzo fajny pomysł z Waszym programem. A może...
qbassmanutd
Nasz klub tj. Podlaski Klub Spinningowy BARWENA przyłącza...
barwena

REKLAMA

SONDA

Jakie jest Twoje zdanie na temat posiadania i używania echosondy?
Mam i używam
Nie mam, zamierzam nabyć
Nie jestem zainteresowany posiadaniem i używaniem.
 
Czy jesteś za wprowadzeniem górnych wymiarów ochronnych ryb?
Tak
Nie
Nie mam zdania
 
Jaka jest średnia kwota Twoich rocznych wydatków na sprzęt wędkarski?
do 200 zł
od 200 do 500 zł
od 500 do 1000 zł
od 1000 do 2000 zł
od 2000 do 5000 zł
powyżej 5000 zł
 
Czy w ciągu ostatniego roku dokonywałeś zakupów w internetowym sklepie wędkarskim?
Tak - kilka razy.
Zdarzyło się raz czy dwa...
Nie, ale pewnie niedługo spróbuję.
Nie i nie mam zamiaru.
 

W NASTĘPNYCH WW

WĘDKARSTWO SPINNINGOWE
Fireball na sumy – Marek Chmielewski
Jak złowić metrowego szczupaka – Majki Pecyna
WĘDKARSTWO SPŁAWIKOWE
Anatomia miejscówki – Piotr Berger
Zanęty zawodnicze – Łukasz Kalmus
A TAKŻE:
Co czują ryby?
Szkółka batmana
Akademia „WW” a w niej m.in.: żyłki i plecionki do Method Feeder
Dzieci czarnego smoka – reportaż o łososiach z rzeki Amur